“Gdybym tego nie zrobiła, nie wiedziałabym o problemach córki. Przestrzegam rodziców”

“Mam świetny kontakt z Lilianą właściwie od zawsze. Od początku byłyśmy bardzo zżyte i miałam wrażenie, że wiemy o sobie wszytko. Ja traktowałam ją trochę jak małą dorosłą i często opowiadałam jej o swoich problemach. Teraz wiem, że niepotrzebnie. Nastolatka nie powinna wiedzieć pewnych rzeczy. Jednak Lili nie pokazywała mi wcale, jak bardzo przejmuje się tym, co dzieje się w moim życiu. Myślałam, że przyjmuje wszystko lekko. Nie było tak. Poza tym córka też nie o wszystkim mi jednak mówiła, ale o jej problemach nie dowiedziałabym się pewnie nigdy, gdybym nie zrobiła pewnej rzeczy. Wiem, że było już o krok od tragedii”.

Niby wszystko było dobrze

Mówi się, że matka jest w stanie wyczuć, kiedy z dzieckiem dzieje się coś złego. No cóż, ja też tak myślałam i byłam przekonana, że świetnie znam swoją córkę.

Zawsze byłyśmy przyjaciółkami. Wiadomo, że na początku spędzałyśmy wspólny czas głównie na zabawie czy nauce, ale gdy Liliana podrosła i stała się taką prawowitą nastolatką, bardzo dużo rozmawiałyśmy. Byłam zaskoczona, że dziecko w wieku kilkunastu lat jest w stanie tak wspaniale dodać mi otuchy. Ona miała taką moc. W zasadzie stała się moją jedyną przyjaciółką.

Sama rzadko narzekała. Zawsze była bardzo radosna.

Kiedy odszedł od nas mój mąż i jednocześnie ojciec Lili, ona poczuła się trochę jak taka prawowita gospodyni domowa. Zupełnie jakby chciała się mną zaopiekować.

Ale to były tylko pozory

W pewnym momencie Lili zaczęła mieć problemy w szkole. Opuszczała lekcje, często nie odrabiała zadań.

Kiedy pytałam, co się dzieje, nie odpowiadała. Twierdziła, że to taki czas. Że wszystkie koleżanki czasem robią sobie wolne, które później same usprawiedliwiają.

Nie ciągnęłam tego tematu, a teraz wiem, że powinnam, bo choć Liliana udawała, że wszystko jest w porządku, codziennie walczyła z własnymi myślami.

matka tuli córkę

Znalazłam list

I to był początek wszystkiego. Zwykle nie wchodziłam sama do pokoju córki, ale kupiłam jej trochę materiałów plastycznych i chciałam zostawić je na biurku.

Leżała tam karka papieru z nagłówkiem: list pożegnalny. Na kartce nie było nic więcej, ale przecież mogło się tam pojawić za jakiś czas.

Postanowiłam, że gdy Lili zaśnie, wezmę jej telefon i sprawdzę z kim i o czym rozmawia. Musiałam być ostrożna, bo telefon mógł odblokować tylko jej odcisk palca.

Zawsze mówiłam sobie, że nie będę jej sprawdzać. To przecież naruszenie jej prywatności. Ale teraz pluję sobie w twarz, że nie przejrzałam tego telefonu wcześniej. Okazało się, że było już o krok od tragedii.

Co prawda Liliana była na mnie zła, że tak postąpiłam, ale ostatecznie sama uznała, że przyda jej się pomoc. No i zaczęła wreszcie mówić mi o swoich problemach. Ja za to, zachowuję problemy dorosłych dla siebie. Wiem, że to moje bolączki miały duży wpływ na to, że moja córka tak źle się czuła psychicznie. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, nigdy bym jej tym wszystkim nie obciążała.

Nam ta historia wyszła na dobre, ale chcę przestrzec innych rodziców. Czasami warto skontrolować własne dziecko. Nawet w sposób, który narusza jego prywatność.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *