„W życiu każdego z nas prędzej, czy później przychodzi taki moment, w którym jesteśmy zdani na pomoc najbliższych i nie ma od tego absolutnie żadnej ucieczki. Pytanie tylko, kto wyciągnie pomocną dłoń, a kto odwróci głowę i skupi się na własnych problemach. Teraz moja Mama wymaga stałej opieki, ale moi bracia nie widzą problemu. Wszystko jest na mojej głowie, jeśli chodzi o finanse, czy jeżdżenie po lekarzach”.
Chcieli oddać matkę do domu spokojnej starości
Moja Mamusia jest wspaniałą kobietą i przez całe swoje życie pomagała wszystkim, jak tylko mogła. Tego uczyła również mnie i moich braci, aby pomagać bez względu na okoliczności, bo wszystko kiedyś do nas wróci i to ze zdwojoną siłą. Ja do dziś wierzę w jej słowa, bo przez ponad pięćdziesiąt lat życia dana pomoc faktycznie do mnie wracała. Teraz ja oddaję to, co dostałam od Mamy, ale jestem w tym całkowicie sama…
Trudno było mi się pogodzić z faktem, iż Mama nie ma już tyle wigoru, jak kiedyś, ale bezlitośnie upływający czas robi swoje. Prawie 86 lat na pełnych obrotach i bez narzekania musiało prędzej, czy później odbić się właśnie na zdrowiu i ogólnej kondycji fizycznej. Moi bracia jakoś zbytnio się tym nie przejęli i nawet sugerowali, żeby oddać Mamę do jakiegoś domu seniora, gdzie byłaby pod stałym nadzorem, ale się na to nie zgodziłam.
Ta propozycja już dała mi wiele do myślenia. Ja nawet przez chwilę bym nie pomyślała o tym, żeby oddać Mamę miedzy obcych ludzi do miejsca, w którym może być różnie. Przygarnęłam ją pod swój dach, licząc się z tym, że nie będzie lekko, ale w głębi duszy liczyłam na dodatkową pomoc ze strony braci i się przeliczyłam.

Sama opiekuje się chorą matką: „Chętnych do tego nie ma”
Nie oczekuję, że oni będą przychodzić, żeby Mamę umyć i zmieniać jej bieliznę, bo to nie byłoby dla niej komfortowe. Takie rzeczy robię tylko ja i chciałabym, żeby tak zostało. Są jednak inne obowiązki, które koło mamy zrobić trzeba, ale chętnych do tego nie ma.
Samo jeżdżenie po lekarzach nawet bywa dość kłopotliwe, bo ja prawa jazdy nie mam i muszę patrzeć na męża. On musi brać wolne, a to nie zawsze jest możliwe w jego zawodzie. W takich nagłych sytuacjach jeden albo drugi syn powinni się Mamą zainteresować, ale nigdy nie wykazywali w związku z tym żadnej inicjatywy.
To samo moje bratowe – zero zainteresowania teściową. Ona patrzą na mnie krzywo, bo ja wybudowałam z mężem dom, a one mieszkają w blokach, ale ja nie oczekuję, żeby któraś z nich brała do siebie Matkę męża. Nie wiem, co dzisiaj z tymi ludźmi. Wychodzi na to, że gdyby nie ja, to Mama już dawno zostałaby umieszczona w ośrodku.