“Byłam szczęśliwa, kiedy mąż oznajmił mi, że jego rodzice chcą nam kupić mieszkanie. To ogromna pomoc na start. Nie musieliśmy pakować się w ogromne kredyty. Myślałam, że nasze życie będzie, dzięki temu spokojniejsze i lepiej sobie ze wszystkim poradzimy. Okazuje się, że koszmar dopiero się zaczął. Teraz teściowie we wszystko się wtrącają. Nawet firanek sama nie mogę wybrać”.
Teściowie kupili nam mieszkanie
Wiem, że życie w dzisiejszych czasach jest naprawdę bardzo trudne. Ceny w sklepach są coraz wyższe, a zarobki wcale nie powalają. To dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy mąż mi oznajmił, że jego rodzice chcą nam kupić mieszkanie. Odłożyli pieniądze i zaproponowali, że nie będą trzymać dłużej tej kwoty na koncie. Nawet już zdążyli poszukać dla nas nieruchomości. Nie byłam zachwycona, ale z drugiej strony, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Głupio mi było wyrażać swoją opinię, wyszłabym na niewdzięczną. Ja na pewno szukałabym w innej części miasta, bo teraz mieszkamy blok w blok z teściami. Z perspektywy czasu wiem, że to była przemyślana zagrywka.

We wszystko się wtrącają
Obecnie teściowie we wszystko się wtrącają. Nie spodziewałam się tego po nich. Myślałam, że są w porządku, bo tacy się wydawali. Od kiedy kupili nam mieszkanie, po prostu nie dają spokoju. Teściowa przychodzi do nas codziennie na kawę. Sprawdza, co ugotowałam na obiad i zawsze krytykuje wszystkie potrawy. Nie podoba jej się, jakie dodatki kupuje do domu. Ostatnio powiedziała, żebym więcej sama nie wybierała firan, tylko brała ją ze sobą na zakupy, bo mam słaby gust, a sąsiedzi patrzą i później nas obgadują. Dla mnie to grube przegięcie, jestem tym już potwornie zmęczona.
Czy to kiedyś się skończy?
Zastanawiam się nad tym, czy kiedyś uwolnię się od teściów. Mam wrażenie, że zakup mieszkania był dla nich tylko pretekstem do tego, żeby nas przy sobie zatrzymać. Wygląda to tak, jakby chcieli, byśmy nigdzie dalej nie wyjechali. Oni mają nas teraz na oku i są blisko swojego synka. Liczą na wnuki, jednak ja nie czuję się pewnie w tych relacjach. Boję się, że kiedy urodzę, to całkiem się od nich nie opędzę. Nie wiem, czy ta sytuacja kiedyś się dobrze skończy?