„Nie dziwię im się, że po ciężkim tygodniu pracy nie mają czasu odwiedzić ojca, ale chociaż regularnie do mnie dzwonią, upewniając się, że wszystko w porządku. A co dopiero pójść na grób do matki! Boję się, że gdy mnie zabraknie, pomnik zarośnie chaszczami”.
Dzieci w ogóle nie odwiedzają grobu żony
Józia była cudowną kobietą, która na świat sprowadziła trójkę naszych dzieci — Janka, Jarka i Zosię. Całe życie dbała o to, żeby niczego im nie zabrakło. Ja jeździłem do pracy do Niemiec, a ona praktycznie sama wychowywała całą trójkę, dając im od siebie mnóstwo miłości i ciepła. Nie mogła liczyć na niczyją pomoc, zarówno moich, jak i jej rodziców nie było już z nami, gdy pojawiły się nasze pociechy.
Sam nie wiem, czemu nazywam je pociechami, bo pociechy z nich to już dawno żadnej nie ma. Zajmują się swoimi sprawami, czasem zadzwonią, czy przyjadą, żeby spędzić ze mną trochę czasu, ale to nie to samo, kiedy Józia była z nami.
Nigdy nie stworzyliśmy szczególnej więzi
Zdaję sobie sprawę, że przez moją pracę za granicą mieliśmy mocno ograniczony kontakt i nigdy nie udało nam się stworzyć szczególnej więzi. Zresztą nie należę do zbyt wylewnych osób. Jestem skryty w sobie i wolę posiedzieć w ciszy przy filiżance zielonej herbaty niż rozmawiać, o czym popadnie.
Dzieciaki to rozumieją i nie narzucają się ze swoją obecnością. Ale co gorsza, od dawna nie odwiedzają już grobu Józi. A przecież była taką wspaniałą mamą!

Wypadek odmienił nasze życie
Niestety pewnego dnia, gdy wracała z zakupów, potrącił ją samochód i z licznymi obrażeniami trafiła do szpitala. Wychodziła już na prostą, gdy dopadło ją jakieś paskudne zakażenie, z którym jej organizm po prostu sobie nie poradził. Muszę przyznać, że złamało to moje serce i całkowicie odmieniło nasze życie.
Zacząłem jeszcze bardziej milczeć i źle przechodziłem tę stratę. Dzieci próbowały mnie wspierać, najbardziej Zosia, bo ona mieszka najbliżej. Janek i Jarek założyli swoją firmę transportową w Niemczech, idąc poniekąd w moje ślady, bo dawniej pracowałem jako kierowca ciężarówki. Nie dziwię im się, że po ciężkim tygodniu pracy nie mają czasu odwiedzić ojca, ale chociaż regularnie do mnie dzwonią, upewniając się, że wszystko w porządku. A co dopiero pójść na grób do matki!
Rodzina mojej córki się powiększa, a ja mam pewne obawy
Zosia jest w ciąży. Za niecały miesiąc jej rodzina się powiększy. Choć bardzo się cieszę, że zostanę dziadkiem, to mam pewne obawy. Czuję, że gdy pojawi się dziecko, jeszcze bardziej zacznie brakować jej czasu. Teraz jeszcze raz na jakiś czas pójdzie na ten cmentarz i zapali świeczkę na grobie Józi, ale kto wie, co przyniesie czas. Boję się, że gdy mnie zabraknie, pomnik zarośnie chaszczami.