“Trzymałam synka w objęciach, gdy odszedł. Nie tak miała się skończyć moja ciąża”

“To był mój wyczekany i wymodlony maluszek. Straciłam wcześniej 3 ciąże, ale na samym początku. Mój mąż nie rozumiał, jak mogę rozpaczać za tymi dziećmi, ale ja zdążyłam je już pokochać. Przecież biły im serduszka. Słyszałam je. Wyobrażałam sobie, jak tulę moje maleństwa i na każdą ciążę cieszyłam się tak samo, chociaż radość mieszała się ze strachem i ogromnym stresem. Po trzeciej stracie próbowałam nabrać trochę dystansu. Z jednej strony wiedziałam, że przecież to nie zależy ode mnie, czy donoszę ciążę, a z drugiej stres też nie wpływał pozytywnie na dziecko. Udało się! Brzuszek rósł, a lekarz podczas USG nie widział żadnych nieprawidłowości. Cieszyłam się, przygotowałam wszystko na przyjście maluszka na świat, a już minutę po porodzie tuliłam jego małe ciałko. Nie oddychał”.

Sama nie wiem, po co to piszę

Może miałam nadzieję, że mi trochę ulży, gdy podzielę się tą historią z innymi kobietami, które również doświadczyły straty.

Z góry mówię, że każda stracona ciąża to dla mnie rana, która do dziś się nie zabliźniła. Niezależnie od tego, czy dzieciątku dopiero zaczynało bić serduszko, czy stawało się to kilka tygodni później.

Mój mąż mnie nie wspierał i nie rozumiał. Ale to nie on nosił pod sercem drugie życie. Staram się go zrozumieć. Przecież nie doświadczał tego wszystkiego, więc nie musiał czuć miłości. Choć przykro mi do dziś, że nie próbował być przy mnie. Nie oczekiwałam, że poczuje mój ból. Chciałam po prostu, żeby był.

O kolejne ciąże starał się chętnie

Też chciał zostać ojcem. Tutaj znów pojawia się temat niezrozumienia, ponieważ często bywało tak, że on naciskał, a ja jeszcze nie byłam gotowa psychicznie.

Za każdym razem dążył do tych starań jak najprędzej.

Ja w pewnym momencie skorzystałam z pomocy psychologa i to on powiedział mi, że mój stres nie jest dla dziecka dobry. Wzięłam to sobie do serca i starałam się wyluzować. Tym razem brzuszek rósł, a lekarz podczas rutynowych badań nie wykrywał żadnych nieprawidłowości.

W 7 miesiącu postanowiłam zorganizować wyprawkę. Nie chciałam dłużej czekać. Miałam ogromną nadzieję, że tym razem wszystko będzie dobrze. Czułam ruchy synka. Oglądałam jego zdjęcia z USG. To wszystko było już takie rzeczywiste.

ubranka dla chłopca

Aż nadszedł dzień porodu

Od rana byłam mocno poddenerwowana, bo ruchy synka były słabsze niż zwykle. Mąż mówił, że przesadzam, ale gdy przez godzinę nie czułam ruchów, postanowiłam pojechać do szpitala. Mówi się, że matczyna intuicja nigdy nie zawodzi i tak było też tym razem.

Zbadano mnie i od razu zabrano na salę. Trzeba było szybko zrobić cesarskie cięcie. Kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje. Wszyscy działali szybko, a nikt nic mi nie mówił.

Pamiętam tylko, że modliłam się zalana łzami i prosiłam o to, żeby wszystko było dobrze. Niestety było za późno. Lekarze próbowali uratować synka, ale nic nie dało się zrobić.

To nie była niczyja wina. Tak się po prostu zdarza. Nie chcę tutaj wdawać się w szczegóły, bo wiem, że ktoś mógłby zacząć kogoś obwiniać. Zaakceptowałam to i jestem wdzięczna, że było mi dane trzymać w objęciach małe ciałko mojego synka. Choć przez chwilę.

Ale nie tak miała się skończyć moja ciąża. Na ten moment nie wyobrażam sobie, jak mogłabym próbować jeszcze raz. Chodzę do synka na cmentarz codziennie i przesiaduję tam długo. Czuję, że jestem mamą. Tak! Jestem nią. Mamą Aniołka. Chłopca, który pokazał mi, że istnieje największa miłość na świecie.

Z tego miejsca tulę wszystkie kobiety, które doświadczyły takiej straty. Wszyscy powtarzają mi, że jeszcze będzie pięknie i chyba musimy w to wierzyć, prawda? Bo cóż innego nam pozostaje.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *