„Całe życie funkcjonowałam w przekonaniu, że fundamentem bliskiej znajomości, czy tak zwanej przyjaźni powinno być to, że można tej drugiej osobie powiedzieć wszystko i to niezależnie od okoliczności. Jest przecież takie powiedzenie, że szczerość to podstawa i tego się właśnie trzymałam, ale moja bliska koleżanka przestała się do mnie odzywać, bo powiedziałam prawdę na temat jej dzieci”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Wychowanie dzieci – każdy robi to po swojemu
Znamy się z Aśką kupę lat, a los tak wszystkim pokierował, że w pewnym momencie zostałyśmy sąsiadkami. Mieszkamy drzwi w drzwi i to dosłownie, co oczywiście odpowiada, a raczej odpowiadało każdej z nas. Moje dzieci jadły obiady u niej, gdy ja musiałam dłużej zostać w pracy i odwrotnie. Gdy Aśka ze swoim starym szła na nockę, to ja doglądałam ich dzieci, a bywało i tak, że one spały u mnie.
Dzieci, jak to dzieci i bywało z nimi różnie. Na wiele rzeczy po prostu przymykałam oko, bo moje też nie były święte, ale w pewnym momencie zachowanie dzieciaków mojej koleżanki zaczęło mnie mocno denerwować. Ja swoje wychowuję tak, żeby były skromne i grzeczne, ale Aśka ma do tego inne podejście i nigdy nie stawiała swoim dzieciom żadnych granic.
W domu mogły wszystko i mi tam nic do tego, bo każdy sobie wychowuje, jak mu się podoba. Problem pojawiał się wtedy, gdy zaczęłam przyłapywać dzieci Aśki na grzebaniu w moich szufladach z ubraniami i tak dalej. Nie twierdzę, że miały zamiar coś kraść, ale musiały wszędzie zajrzeć, a i ich odzywki też zaczynały mi się nie podobać.

Szczerość wobec koleżanki okazała się błędem
Te dzieci jak już wspominałam, często u mnie bywały, ale ja mam inne zasady niż ich mamusia. Jej mogą wchodzić na głowę, ale w moim mieszkaniu obowiązywały zupełnie inne zasady, do których wypadałoby się dostosować. Tak na pewno postąpiłyby dzieci dobrze wychowane, ale nie w tym przypadku.
Długo nie mówiłam nic, ale przyszedł taki dzień, kiedy przy kawie powiedziałam wprost, że wychowanie dzieci to jej delikatnie nie poszło. Zrobiłam to z czystej troski, bo dzieci są jeszcze w takim wieku, że dałoby się to wszystko odkręcić, a wiadomo, że z każdym rokiem będzie jej trudniej. No i co? No i nic…
Aśka wyskoczyła do mnie z buzią, żebym się zajęła swoimi dziećmi i że jeśli tak bardzo przeszkadza mi to pomaganie przy jej dzieciach, to mogłam to powiedzieć prosto z mostu, a nie zmyślać jakieś bajki o złym wychowaniu. Zamurowało mnie, bo ja miałam na myśli coś zupełnie innego, ale że ona temperamentna kobieta, to wyszło tak, że nie rozmawiamy ze sobą od marca. Trochę szkoda mi tej relacji, ale teraz to ona mnie musi przeprosić i wtedy możemy rozmawiać.
