„Córka i przyszły zięć wykorzystują moje dobre serce, a ja nie potrafię się postawić”

„Mój mąż przez całe życie powtarzał, że moje podejście do wychowywania córki jest zbyt pobłażliwe. On był tym, który zakazywał, a ja pozwalałam i to na bardzo wiele. Chciałam dla Kasi jak najlepiej i nie sądziłam, że w przyszłości takie postępowanie obróci się przeciwko mnie. Teraz córka i zięć wykorzystują moje dobre serce, a ja nie potrafię się postawić”.

Mama złożyła im propozycję nie do odrzucenia

Kasia to moja jedyna córka i tak naprawdę po śmierci męża stała się także jedyną bliską mi osobą, na którą zawsze mogę liczyć. Byliśmy z niej bardzo dumni, gdy oznajmiła nam, że chce się usamodzielnić i zamieszkać ze swoim wtedy jeszcze chłopakiem, a obecnie narzeczonym. Wynajęli kawalerkę i rozpoczęli wspólne życie na własny rachunek. Bałam się, że przez wyprowadzkę trochę się od siebie oddalimy, ale zaakceptowałam to i nie osaczałam jej na siłę swoją miłością. W końcu była już dorosła.

Po śmierci męża zostałam sama w czteropokojowym mieszkaniu, które i tak było zapisane na moją córkę. Zaproponowałam więc, aby wprowadzili się do mnie i nie płacili pieniędzy za mieszkanie, które i tak nigdy nie będzie ich własnością. Lepiej te parę groszy odłożyć i w przyszłości przeznaczyć na ewentualne remont mieszkania, które jej z mężem zapisaliśmy.

Długo się zastanawiali, ale ostatecznie przyjęli moją propozycję i postanowili ze mną zamieszkać. Ja zajęłam jeden średni pokój na uboczu, a resztę mieszkania oddałam do dyspozycji młodych.

Starsza kobieta w krótkich blond włosach w jasnej bluzce spoglądająca w bok stojąc na tle zielonych drzew

Zawiedziona postawą córki: „Gdzieś popełniłam błąd”

Niestety od początku, gdy był na to czas, nie ustaliłam dość istotnych kwestii, czyli tych dotyczących dzielenia się kosztami. Blokowało mnie to, że propozycja wspólnego zamieszkania wyszła z mojej strony i miała być odciążeniem budżetu mojej córki i jej przyszłego męża.

Przez kilka dobrych miesięcy liczyłam na to, że Kasia prędzej czy później zreflektuje się, że woda, prąd oraz gaz nie biorą się w mieszkaniu znikąd i trzeba za to wszystko płacić. Wyszło tak, że jedynym kosztem, jaki ponoszą, jest koszt szybszego Internetu, który sobie założyli po przeprowadzce.

Zaraz mija dwa lata, od kiedy się wprowadzili i żadne z nich nigdy nie zaczęło rozmowy na temat opłat. W marcu dostałam kolejne rozliczenie mediów i za wodę muszę dopłacić ponad 300 zł. To nie jest też tak, że ja pieniędzy nie mam, bo co prawda jestem na emeryturze, ale dorabiam sobie jako krawcowa i wychodzę na tym nieźle.

Nie potrafię się jednak odezwać i powiedzieć, co mi leży na sercu, że te opłaty trzeba by jakoś dzielić rozsądnie. Ciągle widzę w mojej córce tę małą dziewczynkę, dla której zawsze chciałam jak najlepiej. Czy właśnie tym popełniłam błąd? Zastanawiam się czasem, że może mąż miał rację. Jest mi bardzo przykro, że moja córka sama nie podejmuje tego tematu, bo to dla mnie jednoznaczny dowód, że wychowując ją, gdzieś popełniłam błąd.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *