„Teściowa notorycznie krzyczy na moje dzieci i krytykuje bezstresowe wychowanie”

Z moją teściową nigdy nie było mi po drodze. Ta kobieta swoje prawdziwe oblicze pokazała już przy organizacji wesela, a teraz wtrąca się w wychowywanie moich dzieci. Mamy z mężem własną wizję rodzicielstwa, ale ona uważa, że popełniamy ogromny błąd. Jestem bliska wygarnięcia jej wszystkiego, ale wiem, jak to się skończy.

Skazani na teściową

Niestety w tym momencie jesteśmy mocno zależni od mamy Grzegorza. Ze względu na nasze godziny pracy, to ona zawozi i odbiera ze szkoły nasze dzieci. W innym wypadku musiałabym je budzić o 5 rano, a na tak wczesne wstawanie jeszcze przyjdzie czas w dorosłym życiu. Moi rodzice nie mieszkają w najbliższej okolicy, więc teściowa jest dla nas ostatnią deską ratunku. Nie ukrywam, że kosztuje mnie to sporo nerwów, ale na ten moment tak musi być.

Problem polega na tym, iż chłopcy wiele razy skarżyli się na babcię, która podnosi na nich głos i mówi, że z nią nie będzie takiej taryfy ulgowej, jak z rodzicami. Zdaję sobie sprawę, że Piotr (10 lat) i Paweł (12 lat) nie zawsze są grzeczni jak aniołki, ale istnieją przecież inne metody na reagowanie w takich sytuacjach.

Ja i mój mąż na nich nie krzyczymy, bo stawiamy na bezstresowe wychowanie, więc nie pozwolę, aby jedna osoba niszczyła naszą wspólną pracę, którą dotychczas wykonaliśmy. Tu niestety pojawia się kolejny problem…

teściowa trzymająca na rękach małą dziewczynkę

„Dziecko musi wiedzieć, kto ma władzę w domu”

Nie dość, że teściowa notorycznie krzyczy na moje dzieci i krytykuje bezstresowe wychowanie, to jeszcze nie da sobie nic w tej kwestii przetłumaczyć. Próbowaliśmy z nią delikatnie o tym rozmawiać, ale ona twardo stoi przy swoim, czyli: „dziecko musi wiedzieć, kto ma władzę w domu”.

Bywają takie dni, gdy wieczorem moi synowie skarżą się na bóle brzucha i jestem przekonana, że te dolegliwości żołądkowe są właśnie wynikiem stresu, którego muszą doświadczać każdego poranka. Wszystko przez staroświeckie metody wychowawcze babci.

Kiedyś faktycznie panowało przekonanie, że tylko twardą ręką można zmusić dzieci do posłuszeństwa i szanowania rodziców. To jednak nie zawsze przynosiło oczekiwane rezultaty. Mąż już jako dorosły facet musiał chodzić do psychologa, aby popracować nad umiejętnością samodzielnego podejmowania ważnych decyzji.

Dlaczego? Bo ostatnie słowo w domu należało do mamusi. Krzyk i robienie z dziecka niewolnika bardzo negatywnie wpływa na poczucie jego własnej wartości. Chcemy, aby nasze dzieci były w przyszłości pewne siebie, więc tego unikamy.

Mam w sobie dużo złości w stosunku do teściowej, ale jesteśmy pod ścianę i nie mogę jej tego wygarnąć, bo może się obrazić. Jedyne co mi pozostało, to delikatne zwracanie uwagi…

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *