Wigilia to nie tylko klimatyczne kolędy, światełka i ubieranie choinki. To także praca w kuchni i przygotowywanie niezliczonej ilości potraw, które i tak po świętach zostają w lodówce, bo wszyscy są przejedzeni. Niezależnie od tego, jakbyśmy w poprzednich latach nie obiecywali sobie, że więcej tyle nie będziemy gotować, to i tak kończy się na tym samym. Coś wie o tym nasza czytelniczka z Sandomierza.
“Ostatni raz robię Wigilię” – zarzeka się 49-latka
Teresa ma trójkę dorosłych dzieci, które mieszkają same. Boże Narodzenie spędzają wszyscy w domu Teresy i jej męża Arka. Dla kobiety nie byłoby w tym niczego irytującego, gdyby nie fakt, że wszystko spoczywa na jej barkach.
Ja już przyznam, że mam dość, bo przecież cały czas pracuję, mam jakieś swoje obowiązki, a do tego muszę przygotować Wigilię na 17 osób. Kompletnie nikt mi nie pomaga, a wszyscy są szczęśliwi, że mogą przyjść na gotowe. Przyrzekłam sobie, że ostatni raz robię sama Wigilię

“Mąż nawet nie odkurzył”
Renata jest zawiedziona tym, jak zachowuje się rodzina. Była przekonana, że gdy dzieci się wyprowadzą, to pomogą w jakiś sposób w przygotowaniach.
Szczerze mówiąc, to liczyłam, że któreś z nich mi łaskawie pomoże. Ja naprawdę nie muszę tego robić, bo później i tak usłyszę, że coś źle przyprawiłam. Po co mi to? Zero wdzięczności i wsparcia, a mężuś, jak przychodzi z pracy, to się kładzie, bo jest zmęczony. Przepraszam bardzo, a ja nie jestem zmęczona? Co za brak wdzięczności!