O takich historiach nie czytamy często. Światło dzienne ujrzał szokujący przypadek księdza, który przez całe swoje życie zgromadził na koncie bankowym olbrzymią sumę. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że krótko przed śmiercią duchowny dokonał zapisu w testamencie, że przekazuje ją… swojemu synowi.
Zaskakującą historię rzymskokatolickiego księdza Gino Gigante opisał dziennik “The New York Times”. Kapłan przez całe życie mieszkał w Nowym Jorku. Jego rodzicami byli włoscy imigranci z Neapolu. Miał piątkę braci. Tylko on w odróżnieniu od reszty rodzeństwa, nie wstąpił do mafii.
Historia księdza Gino Gigante
Gigante, będąc nastolatkiem, dostał się do college’u, został księdzem, a następnie nauczył się języka hiszpańskiego i postanowił pełnić posługę w latynoamerykańskiej części Bronxu. Obszar ten, jak wskazuje dziennik, był i nadal jest jednym z najniebezpieczniejszych w Nowym Jorku.
“Czasami Ojciec G wychodził na ulice z kijem bejsbolowym, aby bronić się w nagłych wypadkach” – opisuje “NYT”.
Kapłan zajmował się także działalnością charytatywną, czym zjednał sobie mocno lokalną społeczność.
Testament księdza i szokujący zapis…
“Po jego śmierci w październiku testament ujawnił dwa zaskakujące fakty: był multimilionerem (zgromadził 7 mln dolarów, czyli ponad 30 mln zł — red.) i pozostawił prawie całą swoją fortunę jednemu beneficjentowi, swojemu 32-letniemu synowi”, przekazał “New York Times”.
Szokującego odkrycia dokonał dziennikarz Salvatore Arena, który przygotowuje książkę o ojcu Gigante. — Prawie spadłem z krzesła – przyznał Arena w rozmowie z gazetą.