Nie wiemy, gdzie jest nasz wnuczek. Nowe fakty po odebraniu dziadkom ukochanego Szymonka

– Mój świat się zawalił, tęsknię za Szymusiem, tak bardzo chciałabym go przytulić, dotknąć, czekam na niego – mówi Katarzyna Hojka (38 l.) z Wodzisławia Śląskiego, mama Szymonka (4,5 l.). 5 października jej były partner w asyście policji siłą odebrał dziecko pani Katarzynie. – Od tego czasu synka nie widziałam. Nie ma z nim żadnego kontaktu – kobieta zanosi się łzami.

Pani Katarzyna doskonale pamięta policyjną interwencję w środku osiedla. Wracała z rodzicami z grzybobrania, gdy ich auto otoczyły policyjne radiowozy. Potem doszło do dantejskich scen. Na oczach dziecka funkcjonariusze wybili szybę w samochodzie. Następnie skuli w kajdanki i powalili na ziemię dziadków Szymonka. Mama chłopca nie chciała wydać dziecka, doszło do przepychanek. – Szymonek płakał. Uderzył pana policjanta w twarz, jakby chciał mnie obronić. W końcu wyszarpano mi synka – mówi pani Katarzyna. – Potraktowali nas jak bandytów, żądamy wyjaśnienia, na jakiej podstawie nas skuto w kajdanki – twierdzą Krystyna (63 l.) i Karol (65 l.) Hojkowie, dziadkowie Szymonka. Po przesłuchaniu usłyszeli zarzuty uprowadzenia własnego wnuka. Ich córka przesiedziała noc w izbie zatrzymań, bo wbrew decyzji sądu przetrzymywała dziecko.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *