Małgorzata Rozenek-Majdan opublikowała właśnie zdjęcie z nowym pupilem. Choć miłośnicy zwierząt powinni jej w tym momencie kibicować, oburzyli się. Dlaczego?
— Pojechaliśmy na wycieczkę, przywieźliśmy basseta w teczce. William, brakujące ogniwo Gangu Majdana. Przywitajcie go miło, to nie jego wina, że nie jest ze schroniska — napisała pod zdjęciem z psiakiem Rozenek.
Skąd więc burza, zamiast wsparcia i podziwu? Chodzi właśnie o to, że celebrytka, która, z taką pasją i miłością opowiada o zwierzętach, nie pomyślała o adopcji czworonoga ze schroniska, tylko postawiła na hodowlę, gdzie za psy płaci się słono.
Posty krytykujące Małgorzatę posypały się jak grzyby po deszczu, a do tego tak zwani znawcy zaczęli sugerować, że bassety są trudną rasą i Małgorzata będzie miała problem.
Prezenterka szybko zareagowała na lawinę wpisów.
— No więc słuchajcie, parę odpowiedzi dotyczących basseta. Otóż to nie jest moje pierwsze spotkanie z tą rasą, bo jako młoda dziewczyna miałam dwa bassety. Kocham tę rasę i zdaję sobie sprawę z jej wymagań, bo to nie jest rasa bardzo łatwa, każda ma swoje cechy charakterystyczne. Bassety mają ogromną osobowość, a to jest coś, co ja kocham w psach — napisała Małgorzata i wytłumaczyła, że jej buldożki mają podobne charaktery, więc może czerpać z doświadczenia.
— Takie są też buldogi angielskie i francuskie. To są rasy, które wymagają zrozumienia. One nie będą robić sztuczek, nie dadzą sobie wmówić czegoś, czego nie chcą robić. Ich zadanie to być pięknym i uroczym, i kompletnie bezużytecznym — stwierdziła Rozenek.






