Igor Stachowiak (†25 l.) najpierw został zatrzymany w centrum miasta i skuty, a potem, zmarł we wrocławskim komisariacie. Trzy lata później policjant, który użył wobec niego paralizatora, został skazany na dwa i pół roku więzienia, pozostali usłyszeli wyrok dwóch lat. I ich kara się nie zmieni. Sąd Najwyższy oddalił wszystkie kasacje od wyroku. – Zawiodłem się – mówi “Faktowi” pan Maciej Stachowiak. I przyznaje, że nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
Świat rodziny Stachowiaków runął w 2016 r., gdy do ich drzwi zapukali policjanci w cywilu. – Powiedzieli, że syna pomylili na wrocławskim rynku z kimś innym. Potem miał spaść z krzesła na komendzie i nie żyje – mówiła nam wówczas jego rodzina. Policjanci jednak ani słowem nie powiedzieli, że Igora torturowano na komendzie, rażąc go paralizatorem.
Ostatecznie sąd skazał czterech policjantów: Łukasza R., Pawła G., Pawła P. i Adama W. Najwyższą karę – dwa i pół roku więzienia – usłyszał funkcjonariusz, który trzykrotnie użył tasera. Pozostali zostali skazani na dwa lata więzienia. Bo – jak mówił sąd – “asystowali przy użyciu urządzenia”.