Bartosz W. (40 l.) jeszcze niedawno był wziętym adwokatem. Niestety jego kariera legła w gruzach i teraz ma trafić do więzienia. Kiedy przyłapał żonę na zdradzie, zamiast postąpić jak dobry prawnik i po prostu rozwieść się z nią, zrobił coś, co teraz doprowadziło go za kraty.
Dramatyczna historia z Bartoszem W., adwokatem z Chełma (woj. lubelskie) w roli głównej datuje się kilka lat wstecz.
Mecenas o zdradzie dowiedział się z sms-ów
W 2016 r. mężczyzna odkrył, że jego żona ma romans ze swoim szefem. Postanowił się zemścić. Kilkakrotnie pobił kobietę kijem od mopa, pałką teleskopową czy drewnianym stołkiem kuchennym.
W końcu doszło do najgorszego. Letniej nocy, pijany mecenas chwycił myśliwskie noże i zaczął dźgać nimi żonę, grożąc najpierw, że ją oszpeci, a potem zabije. Ociekająca krwią kobieta, ranna w klatkę piersiową, zdołała wyrwać się oprawcy i uciec z domu do znajdującej się w okolicy nocnej apteki. Farmaceutka wezwała pogotowie i policję. Zaatakowana trafiła do szpitala, gdzie dzięki wysiłkom lekarzy udało się ją uratować. Adwokat został zatrzymany. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i stanął przed Sądem Okręgowym w Lublinie.
W trakcie procesu żona mu wybaczyła, tłumacząc, że ciągle go kocha. Przekonany argumentami i opiniami biegłych psychiatrów sąd uznał, że mecenas, próbując zabić kobietę, był niepoczytalny i skazał go jedynie za groźby karalne oraz pobicie. Bartosz W. dostał rok więzienia. Ale wyrok został zaskarżony i sprawa jeszcze raz trafiła na wokandę. Kilka dni temu zapadł kolejny wyrok.