Funkcjonariusze mieli przyjechać do szpitala i chcieć wejść do jej sali. Jak zrelacjonowała “WO” pani Ola, lekarze jednak zaprotestowali i policjanci zostali przed salą, powtarzając, że taką decyzję wydała prokuratorka.
Śledczy mieli domagać się pobrania krwi. “Powtarzali, że wszystko odbywa się pod kątem dzieciobójstwa”
Później do sali miały wejść pielęgniarki, by na zlecenie policji pobrać krew do badań. Pani Ola nie chciała się jednak na to zgodzić. Jak wspomina “Wysokim Obcasom”, bała się, że zostanie aresztowana, funkcjonariusze chodzili za nią krok w krok.
— Powtarzali, że potrzebują krew do badań, że wszystko odbywa się pod kątem dzieciobójstwa — mówi pani Ola “Wysokim Obcasom”.
Kobieta miała wypisać się ze szpitala na żądanie, a pod budynkiem usłyszeć od policjanta, że prokuratorka kazała jej pobrać krew na siłę, jeśli sama nie zgodzi się na jej pobranie.
Prokurator miała domagać się przepompowania szamba przez sitko
Pani Ola miała więc zgodzić się na pobranie krwi. To jednak nie zakończyło jej gehenny.
— Już przy wyjściu policjant dostał kolejny telefon. Nie wiem, czy z prokuratorką wtedy rozmawiał, ale kazano mu zapytać mnie, czy spuściłam wodę w toalecie — relacjonowała “Wysoki Obcasom” 41-latka.
Poirytowana miała odpowiedzieć, że tak i zapytać, czy pani prokurator będzie nurkować w szambie, bo nie mają podłączenia do miejskiej sieci, tylko szambo na posesji.
Zanim Ola dotarła do domu, dowiedziała się, że pod domem czeka policja, bo prokurator kazała wypompować szambo — opisują “Wysokie Obcasy”. Później miała domagać się też ponownego przepompowania go przez sitko, ale szambiarze odmówili.
Postępowanie umorzono po pół roku. Nikt nie przeprosił
Policja jako dowody w sprawie miała zabezpieczyć m.in.: łożysko, nożyczki, którymi pani Ola odcięła pępowinę, legginsy, które miała wówczas na sobie, krew z podłogi, a nawet podpaski “ze śladami brunatnej substancji”. Wszystko po to, jak podają “Wysokie Obcasy”, by ustalić, czy “do poronienia nie doszło na skutek przestępczych działań osób trzecich”.
Postępowanie w związku z paragrafem, dotyczącym pomocnictwa w aborcji miała prowadzić Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe. W październiku 2022 r., po niemal pół roku, postępowanie umorzono — dodaje portal.
W decyzji — jak przytaczają “Wysokie Obcasy” — wyjaśniono, że nie uznano dowodu w postaci podpasek ze śladami krwi, a badanie toksykologiczne potwierdziło jedynie, że pani Oli podawano leki w celach medycznych.
Autor artykułu podkreśla, że 41-latka nie doczekała się przeprosin. Jak dodaje, sprawę policji i prokuraturze zamierza wytoczyć Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA, której zbiera obecnie materiał dowodowy.
