Oczywiście, nie ma sprawy. Jestem nowoczesną kobietą i uważam, że nikt nikomu niczego nie jest winien. Wtedy bardzo mi się to spodobało. Wieczór minął świetnie. Rozmawialiśmy prawie trzy godziny, śmialiśmy się, wspominaliśmy zabawne historie, spieraliśmy się o filmy. Gdy kelner przyniósł rachunek, spokojnie poprosiłem, aby go podzielił na pół. I wtedy pierwszy raz zauważyłem dziwną pauzę. Zofia spojrzała na paragon tak, jakby zobaczyła tam nie sumę za kolację, tylko wyniki badań lekarskich. – Czyli… naprawdę na pół? – zapytała. – No tak. Przecież się umawialiśmy. – Tak, oczywiście, tylko zazwyczaj mężczyźni tak mówią, a potem i tak płacą. Uśmiechnąłem się: – A ja zwykle mówię dokładnie to, co mam na myśli. Ona też się uśmiechnęła, ale już trochę nerwowo. Każde z nas zapłaciło swoją część, po czym wyszliśmy na ulicę. I właśnie wtedy padło to zdanie: – Jeśli rachunek na pół, to nawet nie licz, że pojadę do ciebie. Spojrzałem na nią i nagle poczułem, że wcale nie mam ochoty się spierać. Bo można się spierać, gdy ludzie rozmawiają o wartościach. Ale kiedy mowa o „taryfach” – nie ma już o czym. – W porządku – odpowiedziałem. Wyraźnie oczekiwała innej reakcji. – I to wszystko? – A co jeszcze? – Nic już nie powiesz? – Co tu mówić? Powiedziałaś swoje warunki. Usłyszałem je. Zofia zmarszczyła brwi.
– Po prostu normalny mężczyzna powinien dbać o kobietę. – Możliwe. – Prawdziwy mężczyzna płaci. – Możliwe. – A kobieta powinna czuć się zaopiekowana. – Też możliwe. Zaczynała się irytować. – Specjalnie się ze wszystkim zgadzasz? – Nie. Po prostu próbuję zrozumieć. Czyli jeśli mężczyzna zapłaci za kolację, to staje się prawdziwym mężczyzną? – No… to znak, jak podchodzi do kobiety. – A jeśli zapłaci rachunek za prąd sąsiadce z góry, to co – jest już bohaterem romansu? Przewróciła oczami. – Bardzo śmieszne. – Staram się. Zapadła cisza. Potem niespodziewanie zapytała: – I co, teraz po prostu pojedziesz do domu? – Oczywiście. – Sam? – Zazwyczaj tak ludzie wracają do domu po pierwszej randce. Patrzyła na mnie kilka sekund. – Wiesz, jesteś dziwny. – A ty jesteś pierwszą kobietą, która po tiramisu próbowała ustawić romantyczny cennik. Na tym się pożegnaliśmy. Wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Historia mogłaby się tu skończyć, ale tydzień później wydarzyło się coś ciekawego. Dostałem wiadomość. Od Zofii. „Cześć. Jak się masz?” Odpisałem uprzejmie. Potem jeszcze kilka wiadomości.
A po paru dniach sama zaproponowała, żebyśmy się znów spotkali. Zgodziłem się. I znów siedzimy w kawiarni, rozmawiamy, śmiejemy się. Kelner przynosi rachunek. Zofia patrzy na mnie. Ja patrzę na Zofię. Kelner patrzy na nas oboje. I nagle ona mówi: – Dobra, dziś ja zapraszam. Pomyślałem, że się przesłyszałem. Ale nie. Naprawdę wyciągnęła kartę. A potem roześmiała się i powiedziała: – Wyobraź sobie, opowiedziałam o tobie koleżankom. Myślałam, że mnie poprą. – I co? – A one zapytały: „Czekaj. Przez dwa tygodnie mówiłaś, jaki on mądry, ciekawy i porządny. I wszystko przekreśliłaś przez połowę rachunku za makaron?” Nie mogłem się powstrzymać i też się zaśmiałem. – Masz okrutne koleżanki. – Bardzo. Jeszcze długo śmialiśmy się z tej sytuacji. I wtedy zrozumiałem jedną prostą rzecz. Jeśli sympatia znika po opłaceniu sałatki – to nie była sympatia. A jeśli ktoś nadal jest interesujący nawet po sporze o pieniądze – być może właśnie wtedy znajomość naprawdę się zaczyna. A jak wy uważacie: jeśli mężczyzna i kobieta wcześniej umówili się, że każdy płaci za siebie, a potem jedno z nich zmienia zasady po randce – kto w tej sytuacji ma rację?