Zaginione dziewczyny z Ozarks: odnalezione w niewoli po 16 miesiącach, jedna z nich była w ciąży

W październiku 2016 roku dla trzech najlepszych przyjaciółek – Karen, Stelli i Edny – to malownicze miejsce miało być właśnie tym: krótką weekendową wycieczką.

Jednak ich wędrówka szlakiem w parku Roaring River okazała się ciszą o zupełnie innym, złowieszczym charakterze.

Ostatni raz zostali uchwyceni przez kamery monitoringu, gdy wyjeżdżali z miasta.

Na parkingu przy początku szlaku stał tylko pusty SUV.

Ogromne poszukiwania z udziałem psów i wolontariuszy przyniosły jedynie jedną dziwną wskazówkę.

Ścieżka, która odgałęzia się przy starej drodze leśnej, oraz para zgniecionych okularów przeciwsłonecznych.

Gdzie mogły bez śladu zniknąć trzy dorosłe kobiety na popularnym szlaku? Od 16 miesięcy pytanie to trzyma ich rodziny w niepewności i stanowi zagadkę dla policji stanowej Missouri.

Sprawa stała się sprawą nierozwiązaną.

A potem, w mroźną lutową noc, otworzyły się drzwi stacji benzynowej znajdującej się 70 metrów od miejsca, w którym zniknęli.

Na progu stał jeden z nich.

Wychudzona, bosa, z bliznami po kajdanach na nadgarstkach.

Jej pojawienie się zapoczątkowało koniec koszmaru i ujawniło tajemnicę, która była bardziej przerażająca, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.

Październik w górach Ozark bywa zwodniczy.

Powietrze, w ciągu dnia wciąż letnio ciepłe, nocą nabiera chłodnego, przenikliwego charakteru, a gęste korony dębów i orzeszników mienią się ostatnimi barwami przed nadejściem długiej zimy.

To właśnie w tej malowniczej, ale zdradliwej porze roku trójka najlepszych przyjaciół postanawia uciec od miejskiej rutyny.

Karen Warren, 28-letnia pielęgniarka znana ze swojego pragmatyzmu.

Stella Gomez, 29-letnia architektka z duszą artystki.

a także Edna Howell, 28-letnia nauczycielka, której spokój działał uspokajająco na jej przyjaciół – wszyscy tęsknili za ciszą i czystym leśnym powietrzem.

Ich bliscy wspominali później, że ta wycieczka była dla nich symbolem wolności, krótką przygodą, zanim w końcu wkroczyli w dorosłość.

Wybrali Park Stanowy Roaring River – popularne, ale rozległe miejsce pełne ustronnych szlaków.

 

W piątek rano, pakując plecaki do sprawdzonego SUV-a Stelli, wyruszyli ze Springfield.

Ostatnim obiektywnym dowodem potwierdzającym przebieg ich trasy było nagranie z kamery monitoringu na stacji benzynowej w miejscowości Cassville.

Na zamazanym, ziarnistym zdjęciu widać, jak ich samochód zjeżdża z autostrady o godz. 10:14 rano.

W kadrze na chwilę pojawia się ręka Karen, która wrzuca pusty papierowy kubek do kosza.

Było to ich ostatnie udokumentowane działanie w cywilizowanym świecie.

Udali się na początek szlaku Fire Tower Trail, znanego wśród turystów jako wymagająca, ale dająca wiele satysfakcji trasa, która prowadzi do starej wieży przeciwpożarowej, z której rozciąga się panoramiczny widok na zalesione wzgórza.

Szlak, położony z dala od głównych kempingów, był w dni powszednie praktycznie opustoszały.

To właśnie ta samotność przyciągała dziewczyny.

W niedzielę wieczorem rozległ się pierwszy alarm, tworząc cichą dysonansową melodię.

Edna, najbardziej punktualna z całej trójki, obiecała zadzwonić do matki najpóźniej o 20:00.

Telefon nigdy nie zadzwonił.

Początkowo rodzina uznała to za wynik słabego zasięgu w górach, co w tych stronach zdarza się często.

Kiedy jednak w poniedziałek rano nie nadeszły żadne wiadomości, a telefony wszystkich trzech nadal pozostawały poza zasięgiem, zaczęła ogarniać ich panika.

Zaniepokojeni krewni skontaktowali się z władzami parku.

W poniedziałek rano jeden ze strażników, który pojechał tam w ramach rutynowej kontroli, znalazł swój SUV na niewielkim żwirowym parkingu przy wejściu na szlak.

Samochód był starannie zaparkowany i zamknięty.

Cienka warstwa kurzu pokrywająca przednią szybę wskazywała, że samochód stał tam od co najmniej 24 godzin.

W środku, na siedzeniach, leżały przewodniki i kilka swetrów.

Nie ma śladów włamania ani szamotaniny.

Jednak pobieżna kontrola ujawniła niepokojący szczegół.

W samochodzie nie było torebek, telefonów komórkowych ani kluczy.

Dziewczyny zabrały ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, jakby miały wrócić za kilka godzin.

Rozpoczęto jedną z największych akcji poszukiwawczych w historii hrabstwa Barry.

Policja stanowa Missouri, dziesiątki wolontariuszy z lokalnej społeczności oraz specjalnie wyszkolone jednostki z psami metodycznie przeczesywały każdy centymetr gęstego zarośla.

Pogoda, która do tej pory była sprzyjająca, zaczęła się pogarszać.

Zimny deszcz zamienił szlaki w błoto, utrudniając pracę i zmywając wszelkie ślady.

Obliczenia dotyczące K-9 początkowo zakończyły się sukcesem.

Jeden z psów, owczarek niemiecki o imieniu Zeus, pewnie wyczuł ślad już na parkingu i poprowadził grupę głównym szlakiem.

Pies prowadził poszukiwaczy przez prawie trzy mile, zagłębiając się coraz bardziej w las.

Ale wtedy wydarzyło się coś dziwnego.

Na skrzyżowaniu szlaku turystycznego ze starą, opuszczoną drogą leśną, porośniętą chwastami, Zeus nagle się zatrzymał.

Zdezorientowany skomlał, krążąc w miejscu, nie mogąc wyczuć żadnego śladu.

Ślady nagle się urywały, jakby kobiety po prostu rozpłynęły się w powietrzu.

To właśnie tutaj, na skraju tej zapomnianej drogi, poszukiwacze znaleźli jedyny przedmiot, który można było uznać za dowód.

Wbite w ziemię, prawie niewidoczne, leżały okulary przeciwsłoneczne Karen Warren.

Jedna ze soczewek była pęknięta, a obiektyw miał rysę.

Czy było to śladem walki, czy też po prostu jej wypadły, a później ktoś przypadkowo na nie nadepnął? Eksperci nie byli w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Śledczy przesłuchali wszystkich, których udało im się znaleźć.

Kilku mieszkańców, myśliwych i pracowników parku.

Nikt niczego nie widział ani nie słyszał.

Zaproponowano dziesiątki wersji.

Może to był wypadek.

W okolicy było mnóstwo zapadlisk i ukrytych jaskiń.

Ale czy trzech doświadczonych turystów mogło upaść w tym samym czasie, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów? Atak dzikiego zwierzęcia? Mało prawdopodobne.

Nie było śladów walki.

Powoli zaczęła się wyłaniać najmroczniejsza teoria.

Porwanie dokonane przez wyrachowanego i ostrożnego przestępcę, być może seryjnego maniaka, który wykorzystał leśną drogę do uprowadzenia swoich ofiar.

Po dwóch tygodniach intensywnych, ale bezowocnych poszukiwań akcja została oficjalnie przerwana.

Zasoby się wyczerpały, a nadzieja na odnalezienie dziewcząt żywych niemal całkowicie zniknęła.

Sprawa zaginięcia Karen Warren, Stelli Gomez i Edny Howell została przeniesiona do archiwum i stała się sprawą nierozwiązaną.

Dla policji stało się to kolejną nierozwiązaną zagadką.

Dla ich rodzin był to początek niekończącego się koszmaru, który trwał przez długie 16 miesięcy oczekiwania i niepewności.

Lasy Ozark, które miały być miejscem wypoczynku, pochłonęły ich bez śladu, pozostawiając po sobie jedynie ciszę, pustkę i parę rozbitych okularów na błotnistym poboczu drogi.

16 miesięcy to wieczność, jeśli chodzi o zaginioną osobę.

W tym czasie nadzieja wygasa, zamieniając się w tępy, dokuczliwy ból.

The case of the hikers who disappeared in Roaring River Park became covered in archival dust, becoming one of the many tragic legends of the Ozark woods.

Life went on.

For the night clerk at the Philips 66 gas station, it was an ordinary, unremarkable February evening.

The cold wind howled over the deserted highway.

Rare trucks whizzed by, leaving a plume of wet snow behind them.

Inside, under fluorescent lights, there was a sleepy silence, broken only by the humming of refrigerators.

Nagle ciszę przerwał ostry dźwięk dzwonka nad drzwiami.

Drzwi otworzyły się z taką siłą, że uderzyły o ścianę.

Do oświetlonego pokoju wpadła postać, która wyglądała, jakby wyrosła z koszmaru.

To była kobieta.

Później zidentyfikowano ją jako Karen Warren, ale w tamtej chwili ledwo przypominała człowieka.

Wychudzona do granic możliwości, z zapadniętymi oczami płonącymi gorączką, stała chwiejąc się na środku sali sprzedaży.

Miała na sobie brudną męską koszulkę, która była o wiele za duża dla jej wychudzonej sylwetki, a na nogach coś, co wyglądało jak buty zrobione ze szmat, ciasno owinięte szarą taśmą klejącą.

Gdy podeszła do lady, światło lamp ujawniło brzydkie, głębokie blizny na jej nadgarstkach, przypominające ślady po plastikowych opaskach, oraz ciemny, postrzępiony pasek na szyi, jakby powstały w wyniku długotrwałego noszenia obroży.

Sprzedawca, młody chłopak o imieniu Seth, zamarł i instynktownie sięgnął po telefon schowany pod ladą.

Kobieta wydała z siebie przeraźliwy krzyk, który Seth opisał później jako odgłos wydawany przez zranione zwierzę.

– Są tam – wykrztusiła, wskazując drżącą ręką gdzieś w ciemności za oknem.

Odszedł, ale jeszcze wróci.

Pomocy.

W tym momencie profesjonalne wskazówki i ludzki instynkt zadziałały bez zarzutu.

Seth nacisnął przycisk awaryjnego zamknięcia drzwi i zadzwonił pod numer 911.

Patrol policyjny przybył na miejsce z zadziwiającą szybkością – niecałe 7 minut później.

Funkcjonariusze natrafili na szokujący widok.

Blady jak ściana urzędnik i kobieta skulona w kącie, drżąca niekontrolowanie.

Mimo że Karen była w stanie głębokiego szoku, udało jej się jednak przekazać im to, co najważniejsze.

Przez łkanie wskazywała raz po raz na ledwo widoczną, nieutwardzoną drogę, która odchodziła od autostrady i prowadziła w gęsty, ciemny las.

Ciągle powtarzała to samo imię, znane tylko miejscowym.

Blackwood Ridge.

Było to odosobnione, prywatne miejsce, o którego złej sławie szeptano między sobą.

20 minut później na miejscu zdarzenia pojawiła się grupa SWAT.

Działali szybko i spójnie.

Zbliżając się do starej, opuszczonej farmy, żołnierze dostrzegli zrujnowany dom, którego okna były prowizorycznie zabite deskami.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *