„Nie przybyliście do sanatorium, lecz do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego jedyną drogą wyjścia jest komin.

Jeśli komuś się to nie podoba, może natychmiast udać się do drutów. Jeśli w tym transporcie są Żydzi, nie mają prawa żyć dłużej niż dwa tygodnie. Jeśli są księża, mogą żyć miesiąc, reszta tylko trzy miesiące”. Tak w swoich wspomnieniach przywołał przemowę kierownika obozu Auschwitz Karla Fritscha Jan Karcz. Teresa Wontor-Cichy z Centrum Badawczego Muzeum opowiada o pierwszych chwilach w Auschwitz, kiedy deportowani zetknęli się ze światem śmierci, terroru i dehumanizacji, a także o czynnikach, które mogły pomóc w przetrwaniu obozu.

Jak ocalali opisywali swoje pierwsze spotkanie z rzeczywistością obozu?

Więźniowie deportowani do obozu Auschwitz zazwyczaj rozpoczynają swoje opowieści od wydarzeń, które miały miejsce wcześniej i doprowadziły do ich wysłania do obozu koncentracyjnego, a w przypadku pierwszych więźniów deportowanych do Auschwitz było to aresztowanie. Przebywali oni w więzieniu, gdzie byli poddawani brutalnym i upokarzającym przesłuchaniom. Jeśli chodzi o więźniów żydowskich, przebywali oni w obozach internowania. Dla niektórych z nich był to dłuższy okres, trwający kilka dni, a nawet ponad tydzień. Dla niektórych był to pobyt krótszy, w zależności od tego, jak ogłoszono i zorganizowano transport. Jeśli weźmiemy pod uwagę Sintów i Romów, którzy również zostali deportowani do obozu wraz z całymi rodzinami, przed deportacją byli oni zgromadzeni w formalnym obozie internowania. I znowu, traktowanie nie było zbyt surowe, ale fakt oddzielenia za drutami był dla nich trudny, był ciężki. Nie bardzo rozumieli, w jakiej sytuacji się znajdują. Nie wyjaśniono im zbyt wiele. Z kolei inna sytuacja doprowadziła do obozu radzieckich jeńców wojennych. Zostali oni schwytani podczas walk i najpierw trafili do obozów dla jeńców wojennych, gdzie wielu z nich przebywało w niezwykle trudnych warunkach i było bardzo źle traktowanych przez niemieckich nadzorców obozu. Zwłaszcza ci, którzy przeżywali bardzo trudne, ciężkie, brutalne i pełne znęcania się sytuacje, mówili, że było to swego rodzaju wprowadzenie do tego, z czym mieli się zmierzyć w obozie. Oczywiście, mówiąc o tym, mieli oni perspektywę całej swojej historii życia w obozie, ale podkreślali fakt, że w tym momencie znajdowali się w naprawdę ciężkim i trudnym stanie psychicznym.

Jakie były pierwsze wrażenia osoby trafiającej do obozu koncentracyjnego?

Biorąc pod uwagę chronologię różnych grup deportowanych do Auschwitz, w zeznaniach i wspomnieniach znajdujemy informacje na temat przemówienia. Więźniowie pierwszego transportu, więźniowie polscy, opowiadali o słowach kierowanych do nich zazwyczaj przez jakiegoś oficera SS. Pierwszym, który rozpoczął przemówienie, był komendant obozu Karl Fritzsch, który mawiał: „Przybyliście tutaj do obozu koncentracyjnego, a nie do uzdrowiska, i macie tu pracować. Jeśli wam się to nie podoba, możecie skoczyć na druty”. Następnie wymienił trzy grupy: „Jeśli są wśród was Żydzi, możecie tu zostać dwa tygodnie. Księża – trzy tygodnie. Reszta – dwa miesiące”. Okresy te były mniej więcej takie, ale wymieniono te trzy grupy. Jak sami szczerze przyznają, na początku nie bardzo rozumieli, co oznaczają te słowa – co to znaczy „udać się na druty”. Dlaczego akurat te trzy konkretne grupy? Ale potem musieli przejść przez kolejne procedury, takie jak dezynfekcja w lodowatej lub wrzącej wodzie, popychanie, bicie, ciągłe znęcanie się za każde najmniejsze wykroczenie, które nie było zgodne z wytycznymi niemieckich żołnierzy SS lub funkcjonariuszy obozowych. Tak więc ich pierwszym wrażeniem z obozu było to, że nie są osobami posiadającymi imię i nazwisko, są numerami, numerami, które otrzymali podczas procedury rejestracji. Żydowscy więźniowie deportowani do Auschwitz pamiętają coś, co naprawdę ich zaskoczyło i czego na początku nie rozumieli – była to selekcja. Moment, w którym zostali oddzieleni od swoich bliskich, mężczyźni po jednej stronie platformy rozładunkowej, kobiety po przeciwnej stronie platformy. W niektórych zeznaniach znajdujemy informacje, że zwłaszcza ci, którzy biegle posługiwali się językiem niemieckim, zaczęli pytać żołnierzy na platformie o to, co się dzieje, zadawali pytania związane z sytuacją i pamiętają, że żołnierze odpowiadali na te pytania w odpowiedni sposób. W niektórych zeznaniach znajdujemy informacje o ludziach zmuszanych do rozdzielenia się, o krzykach, o strzałach, cóż, nie skierowanych w stronę ludzi, ale mających na celu utrzymanie porządku na platformie, o szczekaniu psów. Tak więc ponownie brutalna, ogólnie brutalna atmosfera, a potem moment decydujący o życiu i śmierci. Cóż, tak to nazywają w swoich zeznaniach, ale w tej konkretnej sytuacji chodziło o to, czy pójść w prawo, czy w lewo. Pójść do obozu, aby mieć szansę na przeżycie, czy do grupy, która została skierowana do komory gazowej.

Sytuacja deportowanych Żydów rzeczywiście różni się od sytuacji nie-Żydów, którzy nie przechodzą selekcji, a szczególnie bolesnym momentem jest tutaj chwila, w której po selekcji wchodzą do obozu i zdają sobie sprawę z tego, co naprawdę się stało, co stało się z ich dziećmi, rodzicami, krewnymi.& nbsp;Wielu z nich, a właściwie prawie wszyscy, twierdzili, że było to pierwsze pytanie, jakie zadali po przyjęciu, po rejestracji, po otrzymaniu numeru. Gdzie są inni ludzie?

Zabierano ich gdzieś, a czasami pytali innych więźniów, zwłaszcza w barakach. Jeden z ocalałych powiedział, że inny więzień powiedział mu w bardzo surowy sposób: „Spójrz na dym wydobywający się z komina, oto twoi krewni, oto twoi rodzice, oto twoi najbliżsi, oto twoje dzieci”. Mówią, że ta chwila była dla nich druzgocąca. Oczywiście nie wiedzieli, czym był ten dym, czym był ten komin. Kolejne informacje dotyczyły komory gazowej, krematorium, selekcji, masowych mordów. Informacje te zostały im przekazane podczas pierwszego kontaktu w bardzo, bardzo brutalny sposób. Jednak patrząc ogólnie na życie w obozie, twierdzą, że był to najlepszy sposób przekazania im tych informacji. W surowy i bardzo bezpośredni sposób, po prostu opowiedziano im historię od początku do końca, aby nie zastanawiali się, nie marzyli, że może nie zostali [zabici], może gdzieś są. Wielu z nich podkreślało, że było to niezwykle bolesne, niezwykle trudne, ale z ich perspektywy, po ponad 70 latach życia w obozie, był to najlepszy sposób.

W obozie przebywali również więźniowie niebędący Żydami, kiedy zmieniała się jego funkcja, a kiedy rozpoczęła się eksterminacja, oni również stali się świadkami procesu selekcji i musieli zrozumieć, co robią Niemcy i jak zmienia się obóz.

Było to na początku 1942 roku. Oczywiście więźniom nie wyjaśniono, czym są nowe konstrukcje, kim są nowi transportowani, nawet więźniowie, którzy zajmowali się rejestracją, administracją, musieli po prostu wykonywać polecenia i byli bardzo zaskoczeni, że mają do czynienia z pierwszymi nowymi więźniami, innymi więźniami, ludźmi, którzy nie przeszli przez więzienia, przez śledztwo, a przede wszystkim ludźmi z całej okupowanej Europy. Nagle zaczęli przyjmować słowackich Żydów, później francuskich Żydów, następnie holenderskich i wszystkich innych narodowości, więc atmosfera w obozie, pytania w obozie, zmieniły się, ponieważ zmienili się więźniowie.

Jednym z ważnych elementów tego pierwszego doświadczenia, kiedy mówimy o ludziach uczących się lub próbujących zrozumieć strategię przetrwania, jest zetknięcie się z systemem obozowym, nie tylko z drutami kolczastymi, architekturą i budynkami, ale także z hierarchią obozową. Z jednej strony byli esesmani, z drugiej – więźniowie pełniący funkcje. Musieli oni w bardzo krótkim czasie nauczyć się, co to oznacza, kto jest do czego zdolny i kto jest za co odpowiedzialny.

Ludzie, którzy mieli naprawdę duży wpływ na strategię przetrwania, SS i funkcjonariusze więzienni. Wszyscy oni byli szkoleni na różnych etapach, jak sprawić, by obóz funkcjonował jako organizm, jako instytucja budząca niewiarygodny strach. Oczywiście nie na papierze, jeśli weźmiemy pod uwagę dokumentację z Dachau, dokumentację dotyczącą tego, jak strażnicy SS mieli być przygotowani do służby w obozie koncentracyjnym, nie ma w niej nic złego, wszystko jest bardzo poprawne, bardzo poprawne, ale do każdego punktu dodawano coś jeszcze, a mianowicie brutalność, która nie była karana, która była akceptowana, a strażnicy SS byli nawet wspierani w byciu brutalnymi. W niektórych opiniach strażników SS, którzy przeżyli, możemy przeczytać opisy, że byli zbyt słabi, zbyt łagodni, nie zachowywali się tak, jak powinni wobec więźniów. Inną grupą, która w rzeczywistości miała bardzo bliski kontakt z więźniami, byli więźniowie funkcjonariusze. Byli oni również więźniami, ale zostali wybrani, pierwsi funkcjonariusze byli niemieckimi przestępcami, ludźmi o różnej przeszłości kryminalnej. Niektórzy z nich byli naprawdę niebezpiecznymi ludźmi, a niektórzy popełnili drobne przestępstwa i dlatego trafili do obozów koncentracyjnych, ale ponownie zostali wybrani i wysłani z Sachsenhausen do Auschwitz, gdzie ich zadaniem było budowanie struktury, tworzenie systemu wprowadzającego brutalność, terror i strach, ciągły strach i nieznaną przyszłość dla więźniów. Nigdy nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać następnego dnia, i to było ich zadaniem. Nie tylko niemieccy więźniowie, później, gdy obóz się rozrastał, wysyłano do niego coraz więcej więźniów, szukano wśród nich strażników SS, szukano wśród więźniów tych, którzy wykazywali sadystyczne zachowania i powierzano im tę funkcję.

Czy widzimy różnicę, gdy przyglądamy się świadectwom, zwłaszcza tym dotyczącym pierwszego wrażenia po wejściu do świata obozu? Różnice między świadectwami mężczyzn i kobiet?

W zeznaniach, które otrzymujemy od mężczyzn i kobiet, istnieje wiele różnic dotyczących wejścia do obozu, a także strategii przetrwania w obozie. Chciałbym wspomnieć o jednej, która nie jest tak często podkreślana. Chodzi o relacje z rodziną, zwłaszcza z rodziną, która pozostała w domu, poza obozem, jak sami mówili. W zeznaniach lub literaturze autorstwa mężczyzn bardzo często nie jest to informacja, którą umieszczają na pierwszych stronach lub w pierwszych zdaniach swoich opowieści. Zazwyczaj opisują po prostu to, co im się przydarzyło, jak przebieg wydarzeń, a kiedy pyta się ich o zeznania, mówią o tym, jak bardzo ważne było dla nich myślenie o rodzinie, kontakt z rodziną poprzez listy, listy z obozu, jak bardzo za nimi tęsknili. Na przykład widok rodzin na platformie rozładunkowej, rodzin żydowskich. Ponownie, skojarzenie z własnymi dziećmi, krewnymi pojawiało się natychmiast. W przypadku kobiet informacja ta pojawia się szybciej, zwłaszcza w przypadku matek, które zostawiły swoje dzieci w domu lub tych, które miały bliższych krewnych i były z nimi bardzo związane.

Jedną z różnic, które zauważyłem, słuchając opowieści mężczyzn i kobiet, kiedy rozmawialiśmy o początkach, był również proces rejestracji, zwłaszcza wewnątrz budynków sauny, gdzie byli goleni, rozbierani i myci. Mężczyźni nie poświęcają zbyt wiele czasu na rozmowy o tym procesie, natomiast dla kobiet upokorzenie związane z nagością, niektóre uwagi funkcjonariuszy wojskowych lub SS, fakt, że musiały być nagie wśród swoich rodzin lub nieznajomych, były bardzo silnym przeżyciem i tutaj również widzimy tę różnicę.

Rejestracja i dezynfekcja kobiet była bardzo trudna, a co ciekawe, wszystkie grupy zarejestrowane tutaj, w Auschwitz lub Birkenau, polskie kobiety mówiły o szoku, jaki przeżyły, gdy musiały rozebrać się do naga i zostały ogolone przez nieznajomych mężczyzn. Ogolono im wszystkie części ciała, co było bardzo intymnym i upokarzającym doświadczeniem. Następnie, w bardzo krótkim czasie, żydowskie więźniarki, które zostały tu przywiezione, wiele z nich pochodziło z ortodoksyjnych rodzin, gdzie tradycje dotyczące ciała i rozbierania się były bardzo, bardzo jasne, i nagle młode kobiety musiały rozebrać się przed nieznajomymi mężczyznami niebędącymi Żydami, co było dla nich niezwykle trudne, bolesne i szokujące. Przez kilka godzin, a nawet dni, ledwo radziły sobie z tą szokującą sytuacją, a taka sama reakcja miała miejsce w przypadku Romów. Ponownie, byli oni bardziej skupieni na swojej własnej grupie, byli przetrzymywani oddzielnie w obozie rodzinnym, ale musieli przejść tę procedurę, więc mając innych… Cóż, byli Romami, nie byli krewnymi, pochodzili z różnych rodzin, więc dla nich nagość i bycie nagim było również bardzo, bardzo trudnym i upokarzającym momentem.

Więźniowie musieli codziennie zmagać się z trudnościami obozowymi, a kiedy mówimy o codziennym życiu w obozie, mamy na myśli oczywiście straszne warunki życia, głód, przemoc, strach i niewolniczą pracę, ale także, co ważne, kiedy mówimy o szansach na przetrwanie lub strategiach przetrwania, z jednej strony mamy dzień, który jest bardzo uporządkowany od rana do wieczora. Z drugiej strony, absolutna nieprzewidywalność tego, co się wydarzy, co zrobią Niemcy, co zrobią funkcjonariusze. To znacznie utrudniało myślenie o tym, jak przetrwać.

W rzeczywistości każda chwila ich życia w obozie mogła doprowadzić do sytuacji, która zasadniczo groziła śmiercią. Poranna rutyna, korzystanie z urządzeń sanitarnych – jeśli coś się wydarzyło, karą była natychmiastowa bójka, pojawiały się rany, które nie goiły się, były brudne, zakażone, a to prowadziło prosto do śmierci. Następnie jedzenie – oficjalnie mieli otrzymywać trzy posiłki dziennie, pewne porcje jedzenia, ale to nie wystarczało dla ludzi pracujących tak ciężko od rana do nocy, a ponadto z powodu pewnych wydarzeń odmawiano im zupy lub porcji chleba, więc ich kondycja fizyczna coraz bardziej się pogarszała. Praca w obozie była absolutnie elementem eksterminacji i stała się bardzo integralną częścią strategii przetrwania lub braku jakiejkolwiek strategii. Co decydowało o strategiach? Kwalifikacje, zawód, coś, czego nauczyli się przed deportacją do obozu. Obóz potrzebował mechaników, elektryków, budowlańców, a także silnych, zdrowych mężczyzn do wszystkich prac budowlanych, przenoszenia materiałów i wykonywania wszelkiego rodzaju bardzo trudnych prac budowlanych. Ale ci, którzy mieli konkretne umiejętności, mechanicy, mechanicy samochodowi, tak jak tutaj, byli pod opieką, wykonywali wszystkie prace serwisowe, to była praca więźniów, praca pod dachem, praca z lepszymi porcjami, praca z lepszym dostępem do urządzeń sanitarnych. Tak więc kwalifikacje odgrywały bardzo, bardzo ważną rolę. Następnie miejsce, w którym byli zakwaterowani, budynki, jeśli znajdowali się w Auschwitz I (czyli w czerwonej cegle), były nieco lepiej zorganizowane, z funkcjonariuszami, którzy byli lepszymi ludźmi, jak twierdzą ocalali, niektórzy z nich byli lepszymi ludźmi. Tak więc obecność tych ludzi wokół nich ponownie dawała znacznie większe szanse na przeżycie. W Birkenau warunki również miały wpływ na strategie przetrwania. Rozprzestrzeniające się epidemie były niezwykle trudne do uniknięcia, ponieważ były to choroby przenoszone między więźniami. Było to więc połączenie wielu, wielu okoliczności.

Ludzie różnie reagują na tę rzeczywistość, ale czy możemy dostrzec, że był moment, w którym po prostu stali się obojętni, przestali reagować? Jak mogli zbudować tę więź z życiem, aby uniknąć tego rodzaju obojętności, która ponownie mogła bardzo szybko doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia i śmierci?

Ocalali twierdzą, że jeśli nie doszli do siebie, powiedzmy, po pierwszym szoku, zaczęli reagować w bardzo obojętny sposób na wszystko, co działo się wokół nich. Czasami myśleli, że to strategia izolacji, całkowitej izolacji od rzeczywistości, ale bardzo często prowadziło to do niejedzenia w obozie. Mówią, że jedzenie było okropne, zarówno pod względem smaku, jak i jakości oraz składników o minimalnej wartości kalorycznej, ale musieli coś jeść. Jeśli przestali jeść, zaczęli być całkowicie nieobecni w otaczającym ich świecie i mówią, że bardzo często potrzebowali kogoś, kto by ich trochę potrząsnął. Jest taka historia, która jest często wspominana i powtarzana, o dwóch więźniach w łazience w Birkenau. Jeden z więźniów mył się, w kranach w końcu była woda, więc po prostu dbał o poranną higienę, a drugi więzień patrzył na niego z podziwem i pytał: „Dlaczego to robisz? Oni nie chcą, żebyśmy byli czyści, żebyśmy się myli, żebyśmy korzystali z tych urządzeń, traktują nas jak niewolników i nie interesuje ich nasz stan”. A on odpowiedział, że wszyscy to wiedzą, ponieważ są w obozie wystarczająco długo, aby zrozumieć, jaka jest relacja, ale dla niego jest to coś ważnego, aby zachować swoją godność, utrzymać poranną rutynę, sposób systemu, zebrania myśli, zebrania wszystkich swoich zdolności umysłowych na kolejną część dnia, na kolejną pracę, na kolejny dzień, na kolejny tydzień, aby dalej walczyć, aby przetrwać w obozie, i to była jego strategia, właśnie te drobne elementy. Mówią więc, że potrzebowali pomocy kogoś z zewnątrz, w zasadzie to właśnie z tym muszą walczyć.

Jakie drobne rzeczy mogą pomóc ludziom walczyć o swoją godność? Z jednej strony wiemy, że w obozach niektórzy ludzie mogli otrzymywać listy, na przykład od swoich rodzin, co mogło być bardzo ważnym elementem dodającym sił do dalszej walki. Z drugiej strony widzimy wiele interakcji między więźniami w obozie, którzy starali się zachować niektóre aspekty życia sprzed obozu, co również mogło pomóc im zachować człowieczeństwo i godność.

Listy były dla więźniów bardzo, bardzo ważne. Mieli pisać listy i otrzymywać listy od swoich rodzin. Oczywiście wszystko w formie obozowej, więc z informacją: „Jestem zdrowy i w dobrej kondycji” oraz kilkoma ogólnymi informacjami, bez szczegółów dotyczących obozu, ich stanu, i to samo dotyczyło rodziny, bardzo ogólny list. Ale podawali takie informacje, jak na przykład, że ktoś z rodziny miał urodziny, że coś się wydarzyło w domu lub w mieście, że są zdrowi, że członkowie rodziny są zdrowi – było to dla nich ogromnym wsparciem, a w zamian zaczęli używać czegoś w rodzaju kodu, aby informować rodzinę o życiu w obozie. Musieli być ostrożni, ponieważ listy były cenzurowane, więc bardzo szybko mogły zostać zatrzymane. Następnie paczki – jesienią 1942 r. więźniowie otrzymali pozwolenie na przyjmowanie paczek z domu.

Oczywiście nie wszystkie.

Tak, to samo dotyczyło listów, tylko polscy więźniowie lub więźniowie polityczni z krajów okupowanych przez Niemcy mogli otrzymywać listy. Więźniowie żydowscy nie mogli otrzymywać żadnej korespondencji ani paczek. Również żołnierze radzieccy, również więźniowie z grupy Sinti i Romów, mieli taki kontakt, który nie był dostępny dla wszystkich więźniów. Ale jeśli chodzi o paczki, były one sporym wyzwaniem dla krewnych. Musimy pamiętać, że Polska była pod okupacją niemiecką, pod kontrolą Niemiec, więc brakowało wszystkich produktów dla całego społeczeństwa, racjonowano żywność. Dlatego przygotowanie paczek z żywnością, która mogłaby przetrwać nieco dłużej, było tak trudne. Jeden z ocalałych pamięta paczki od swoich rodziców. Był ich jedynym dzieckiem mieszkającym w Warszawie, nastoletnim członkiem ruchu oporu. Rodzice wysyłali mu paczki, a jego ojciec sam robił pudełka, starając się, aby paczka nie została zgnieciona ani zniszczona. Istniał więc specjalny system papierowych i drewnianych elementów, które miały utrzymać paczkę w całości. Następnie produkty, na przykład: starali się wysłać mu coś, co mógłby posmarować na chlebie, jakiś rodzaj tłuszczu z kawałkami mięsa. Było to umieszczane w małej szklanej tubce, ponownie zabezpieczonej. Widok tej wielkiej troski krewnych był bardzo wspierający, bardzo ważny i pozwalał im funkcjonować, walczyć o kolejny dzień w obozie.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *