“Ja nie znoszę! Raz w lesie na polance wlazł na mnie pająk! Poza tym każda łaskocząca trawa mnie wnerwia, a piasek na plaży to już w ogóle. Fajnie to wszystko wygląda na filmach, ale w realu nie dziękuję, wolę łóżko” – stwierdziła stanowczo jedna z internautek. Kolejna przyznała, że insekty są kłopotliwe, lecz spróbować warto: “Fakt, komary są najgorsze w takim seksie na łonie natury. Ale lubimy to czasami robić, tak dla urozmaicenia”.
Przed ślubem takie akcje się zdarzały, ale średnia przyjemność. W pośpiechu albo z przerwami, bo ktoś przechodził niedaleko, ale trzeba było spróbować
– napisał kolejny uczestnik dyskusji.
Ktoś inny zauważył, że takie przedsięwzięcia wymagają dobrej logistyki i przewidzenia zmiennych warunków atmosferycznych. “Kiedyś wypłynęliśmy pontonem na środek jeziora. Jak zaczęliśmy się kochać, złapała nas mega burza” – dodał. “Ja nie przepadam, jednak to za duży stres” – wtórował mu następny internauta.
Jeden z mężczyzn biorących udział w dyskusji, zauważył, że kochać się w łóżku, lubi z czystego poczucia wygody. “Seks na łonie natury kojarzy mi się ze »szczenięcymi« latami. Robiło się to wtedy z musu, bo w domu rodzice albo rodzeństwo… Ale w końcu przyszedł ten czas, że można dla odmiany zrobić to w łóżku” – stwierdził.
Kolejna internautka zwróciła uwagę na inne ryzyko. “W dzisiejszych czasach kiedy każdy ma przy sobie wypasiony telefon komórkowy, bałam się, że potem zobaczę swoje miłosne uniesienia w internecie” – napisała zakłopotana.
Wiele wskazuje więc na to, że mimo chęci i fantazji, Polacy nadal mają dużo obaw, by (gdy przychodzi lato), ruszać na łąki, plaże i w bezludne zagajniki, w celu urozmaicania swojego erotycznego życia. Co na to eksperci? I jak to właściwie jest z tą seksualną otwartością naszych rodaków? O zdanie zapytaliśmy znanego seksuologa prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza.
Czy Polacy lubią kochać się pod chmurką? Zbigniew Lew-Starowicz: “Wolą gadżety”
– Nie sądzę, żeby akurat Polacy, wbrew temu, co czasem czytam w mediach, byli aż tak dalece otwarci na taki rodzaj urozmaicania życia seksualnego – mówi w rozmowie z “Faktem” znany seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Natomiast jeżeli zakochani wylądują w jakimś dogodnym miejscu, to mogą skorzystać z sytuacji, że trafiła im zaciszna zatoka, czemu nie? W Warszawie zacisznych zatok nie ma, nawet na Zalewie Zegrzyńskim – dodaje żartobliwie.
Jak zatem Polacy urozmaicają latem swoje życie seksualne, jeśli nie zamianą własnego łóżka na bardziej egzotyczne miejsce? – Już prędzej dochodzi do urozmaicania seksu gadżetami – stwierdza prof. Lew-Starowicz.
– I to raczej we własnej sypialni, w zaciszu domu, niż gdzieś tam w hotelu Grecji. Bo przecież do tego hotelu w Grecji, byłoby trzeba to wszystko wieźć. Bagaż jest przeglądany na lotnisku, a pokazywanie celnikom atrap penisa, nadal wiele osób krępuje. Także nie sądzę, by Polacy tłumnie wozili gadżety do Grecji czy Turcji, by tam się nimi nacieszyć. Wolą korzystać z tego w znajomym i dyskretnym otoczeniu – kwituje seksuolog.
