Miałam 18 lat, kiedy dowiedziałam się, że ciało kobiety może stać się polem bitwy. Nie w książkach, nie jako prawdziwa metafora. Na skórze, w brzuchu, w ciszy, która następuje potem. Nazywam się Mais duoc. Urodziłam się w 192 roku w wiosce Saint-Rémy sur Loire, tak małej, że nie było jej nawet na mapach wojskowych. Regały z książkami
Dorastałem wśród winnic i pól pszenicy, wśród niedzielnego śmiechu i śpiewanych mszy. Moja mama codziennie rano piekła chleb. Mój ojciec naprawiał zegary. Moje siostry, Aurore i Séverine, były dla mnie jedynym przykładem bezwarunkowej miłości. Aurore miała 19 lat i marzyła o zostaniu nauczycielką. Séverine, 21 lat, haftowała suknie ślubne, których nigdy nie nosiła.
Moja matka upadła na kolana. Ojciec próbował się sprzeciwić, ale został przyciśnięty do ściany. Trzech żołnierzy wyciągnęło nas na zewnątrz, podczas gdy słońce wciąż wschodziło nad polami, których już nigdy nie zobaczymy w ten sam sposób. Wrzucili nas na tył ciężarówki pokrytej brudną plandeką. Były tam inne kobiety, wszystkie młode, wszystkie przerażone. Nikt nie mówił.
Ona po prostu płakała w ciszy. Trzymałem dłoń Aurore tak mocno, że czułem ją pod swoją dłonią. Séverine szeptała modlitwę, która wydawała się nie mieć końca. Ciężarówka jechała po wyboistej drodze, a zapach potu, strachu i spalonego paliwa dusił nas. Nie wiedzieliśmy, dokąd jedziemy.
Nie wiedzieliśmy, czy wrócimy. Wiedzieliśmy tylko, że tego ranka coś się skończyło. Coś, czego nigdy nie da się odzyskać. Do obozu dotarliśmy późnym popołudniem. Nie był to obóz koncentracyjny taki jak Auschwitz czy Dachau. Nie było tam komór gazowych ani krematoriów. Było to coś innego, coś, o czym oficjalna historia rzadko wspomina.
Obóz pracy przymusowej zarządzany bezpośrednio przez wysokiego rangą oficera Vermarthe. Miejsce, w którym zasady dyktował jeden człowiek. Nazywał się Auberst Friedrich Funsteiner, generał. Miał 42 lata, siwe włosy zaczesane do tyłu, prostą postawę i spokojny głos. Nigdy nie krzyczał, nigdy nikogo nie uderzył. Wydawał rozkazy niemal uprzejmym tonem, jakby prosił o cukier do kawy.
To było najstraszniejsze. Von Steiner zarządzał tym obozem tak, jak zarządzałby wiejską posiadłością. Obowiązywały zasady, istniała hierarchia, stosowano kary, o których nie trzeba było głośno mówić, ponieważ wszyscy wiedzieli, co spotka tego, kto się nie podporządkuje. On osobiście wybierał, kto będzie pracował w kuchni, kto będzie sprzątał pokoje oficerów, kto będzie szył mundury i kto zostanie wybrany do innych zadań.
Nikt nie wyjaśnił, co to było, ale wszyscy wiedzieliśmy. Przez pierwsze kilka dni staraliśmy się stać się niewidzialnymi. Pracowaliśmy w ciszy, trzymaliśmy głowy spuszczone i unikaliśmy patrzenia bezpośrednio na żołnierzy. Ale Von Steiner nadal nas obserwował. Podczas porannej kontroli obecności przechodził między rzędami kobiet i zatrzymywał na nas wzrok.
Nie było to wulgarne spojrzenie pożądania, było to coś gorszego. Było to spojrzenie własności. Pewnego wieczoru Séverine odebrała telefon. Dwóch żołnierzy pojawiło się przed drzwiami naszej kwatery i zawołało jego imię. Wstała powoli, z drżącymi nogami, i spojrzała za siebie przed wyjściem. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. Było to pożegnanie.
Była to prośba o przebaczenie. Był to czysty strach. Wróciła o świcie. Nic nie powiedziała. Po prostu położyła się na łóżku z desek i odwróciła twarz w stronę ściany. Aurore próbowała ją dotknąć, ale Séverine skuliła się, jakby została uderzona. Siedziałam tam, na zamarzniętej ziemi, czując, jak coś we mnie umiera.
Trzy tygodnie później przyszła kolej na Aurore. Jeśli chodzi o mnie, nie zamierzam opisywać tego, co działo się tamtych nocy, nie dlatego, że jest to zabronione lub że się tego wstydzę, ale dlatego, że są rzeczy, które nawet po sześciu latach są nadal zbyt ciężkie, by je wyrazić słowami. Powiem tylko tyle. Fun Steiner nie musiał stosować przemocy fizycznej.
Wykorzystał swoją absolutną władzę i to wystarczyło. Kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem w ciąży, była zima. Moje ciało było wychudzone, wypadły mi włosy, ale brzuch zaczynał rosnąć. Aurore też, Séverine też, trzy siostry, trzy ciąże, ten sam ojciec. Cisza, która zapadła w obozie, kiedy się o tym dowiedzieli, była ogłuszająca.
Inne kobiety patrzyły na nas z politowaniem, z przerażeniem, z ulgą, że to nie one są na jej miejscu. Żołnierze odwracali wzrok. Nawet najbardziej brutalni strażnicy wydawali się czuć niekomfortowo. Von Steiner pozostawał jednak niewzruszony. Pewnego lutowego popołudnia wezwał nas do swojego biura. Stałyśmy tam, trzy siostry ze skały, podczas gdy on podpisywał dokumenty, nie patrząc na nas.
W końcu podniósł wzrok i powiedział niemal perfekcyjną francuszczyzną: „Urodzisz tutaj. Dzieci zostaną zarejestrowane jako sieroty wojenne i wysłane do odpowiednich niemieckich rodzin. Wrócisz do pracy, gdy tylko będziesz w stanie fizycznie”. Nie było miejsca na dyskusję. Nie było możliwości odwołania się. Séverine urodziła pierwsze dziecko w kwietniu 1943 roku. Gry rodzinne
Dziewczynkę wyrwali jej z rąk, zanim jeszcze przecięto pępowinę. Séverine krzyczała nieprzerwanie przez trzy dni. Potem przestała. Po prostu przestała mówić, jeść i reagować. Zmarła sześć tygodni później. Oficjalnie z powodu tyfusu. W rzeczywistości z powodu złamanego serca. Aurore urodziła syna w maju.
Udało jej się zatrzymać go przez kilka godzin, zanim przyszedł, aby go zabrać. Byłam obok niej, kiedy to się stało. Widziałam, jak jego twarz rozpadła się na tak małe kawałki, że nie dało się jej już złożyć z powrotem. W czerwcu urodziłam kolejnego chłopca. Ciemne włosy, zamknięte oczy, maleńkie rączki, które trzymały się mojego palca z niewytłumaczalną siłą. Czułam jednocześnie miłość i nienawiść.
Kochałem go, bo był moim synem, nienawidziłem go, bo był jego synem. Następnego dnia go zabrali. Wojna się skończyła, a Maisteiner zniknął przed przybyciem aliantów. Niektórzy mówią, że uciekł do Ameryki Południowej, inni, że został zabity przez swoich ludzi, kiedy zorientowali się, że przegrają. Nigdy się tego nie dowiemy. Wróciłem do Saint-Rémi sur Loire.
Moja matka zmarła z żalu. Ojciec nie rozpoznał mnie, kiedy zapukałam do drzwi. Stałam tam, patrząc, jak stary zegarmistrz patrzy na mnie, jakbym była duchem. Być może nim byłam. Po zakończeniu wojny przeżyłam jeszcze 65 lat. Mieszkałam sama. Pracowałam jako krawcowa. Nigdy nie wyszłam za mąż.
Nie miałam więcej dzieci. Przez dziesiątki lat nie mówiłam o tym, co wydarzyło się w obozie. Nie dlatego, że chciałam zapomnieć, ale dlatego, że nikt nie chciał tego słuchać. Aż w 2010 roku, w wieku 86 lat, zgodziłam się udzielić wywiadu w ramach projektu poświęconego pamięci historycznej o zapomnianych kobietach II wojny światowej.
To był pierwszy i jedyny raz, kiedy opowiedziałam całą swoją historię. To, co ujawniłam w tym wywiadzie, wykracza daleko poza to, co dotychczas zostało powiedziane. Ponieważ to, co spotkało moje siostry i nasze dzieci, nie zakończyło się w 1945 roku. W rzeczywistości to był dopiero początek. W kolejnych rozdziałach tej serii dokumentalnej ujawnię tajemnice, które pozostawały ukryte przez prawie 70 lat.