Ala biegła, nie oglądając się za siebie. Serce waliło jej tak mocno, że aż miała wrażenie, że zaraz wyskoczy z piersi.
„Czemu on tak dziwnie spojrzał na ten wisiorek?” — to pytanie nie dawało jej spokoju.
Zwolniła krok i dotknęła palcami zawieszki. Mama podarowała jej ją na ostatnie urodziny.
„To twój talizman, Aliska. Będzie cię chronił,” — powiedziała wtedy Ania, zapinając łańcuszek na szyi córki.
W domu było cicho. Ojczym chyba znowu zasnął. Babcia drzemała w fotelu przed telewizorem. Ala cicho przeszła do swojego pokoju, przymknęła drzwi i wyjęła telefon.
„Roman Maksimowicz” — imię właściciela brzmiało znajomo, ale nie mogła sobie przypomnieć, skąd je zna.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
— Kto tam? — zapytała babcia przestraszonym głosem.
— Szukam Ali — odpowiedział męski głos.
Ala zamarła. To był on.
— Aliska, ktoś do ciebie! — zawołała babcia.
Dziewczynka powoli wyszła do przedpokoju. Za drzwiami stał ten sam mężczyzna — wysoki, z ciemnymi włosami i przenikliwym spojrzeniem.
— Przepraszam, że cię wystraszyłem — powiedział cicho. — Ale musiałem wrócić.
— Po co? — szepnęła Ala.
— Ten wisiorek… — zrobił krok do przodu — wiem, skąd twoja mama go miała.
— Skąd?
— To ja jej go dałem.
Ala poczuła, jak nogi się pod nią uginają.
— Ty… ty jesteś moim tatą?
Roman Maksimowicz zamknął oczy, jakby przywołując coś dawno zapomnianego.
— Tak.
Zapadła cisza. Babcia, która stała obok, ostrożnie zapytała:
— Roma? To naprawdę ty?
Mężczyzna kiwnął głową.
— Nie wiedziałem, że Ania miała córkę… Rozstaliśmy się długo przed jej ślubem.
Ala zacisnęła wisiorek w dłoni. Cały ten czas był przy niej — symbol łączący ją z kimś, kogo nigdy nie znała.
— Zabierzesz mnie ze sobą? — zapytała cicho, drżącym głosem.
Roman spojrzał na nią, a w jego oczach pojawiła się stanowczość.
— Jeśli tylko będziesz tego chciała… to tak.
Ala uśmiechnęła się przez łzy. Może jeszcze nie wszystko stracone.