Pryakhin wrócił z pracy trzeźwy i głodny.

Pryakhin wrócił z pracy trzeźwy i głodny. Jego żony, która zwykle wracała z biura godzinę wcześniej i zdążyła podgrzać obiad dla Stasia, tym razem z jakiegoś powodu nie było w domu.
Pryakhin włączył telewizor i żując melancholijnie kawałek wędzonej kiełbasy, którą znalazł w lodówce, wpatrywał się pustym wzrokiem w ekran. Kolejna zainscenizowana rozprawa sądowa z nieszczerymi uczuciami uczestników procesu, na której otyły, zrzędliwy sędzia w żałobnym szlafroku gniewnie walił drewnianym młotkiem.
A Vika wciąż nie wróciła. Dziwne. Nigdy wcześniej taka nie była. Nigdy. Odczekawszy kolejne pół godziny i złamawszy męską dumę, Pryakhin po raz pierwszy zadzwonił na komórkę Viki. Milczał. Potem zadzwonił do biura, w którym Vika figurowała jako jakaś kierowniczka. Chyba reklamy. Nikt nie odbierał. W końcu usłyszał zirytowany głos starszej kobiety:
– „Dlaczego ciągle dzwonisz? Nikogo tu nie ma.
– Nikogo tu nie ma? Gdzie są wszyscy? – Pryakhin zapytał tępo.
– Poszli do domu. Kilka godzin temu. Jest piątek, święta rzecz do zrobienia – szyderczo zachichotała babcia. – No, nie zawracaj mi głowy, idę posprzątać.
Pryakhin odłożył słuchawkę z powrotem na dźwignię. Okazuje się, że dzień pracy jego żony skończył się ponad trzy godziny temu. Gdzie poszła Vika? Może z jakiegoś powodu pojechała do matki? Ale wtedy na pewno by zadzwoniła! A jeśli coś jej się stało? Potrącił ją samochód albo zaatakowali chuligani?
Pryakhin, zapominając nawet o tym, że jest głodny, zaczął nerwowo kręcić dyskiem telefonu. Zadzwonił jeszcze najpierw do teściowej, ale ta z niepokojem powiedziała, że Vicky u niej nie ma. Pryakhin uspokoił ją najlepiej jak potrafił, obiecując, że poinformuje ją natychmiast, gdy tylko Vika się znajdzie. Potem obdzwonił wszystkie szpitale w ich, w sumie, nie małym mieście wojewódzkim, wszystkie kostnice, strasznie obrażony na policję, kiedy żrąco radził: „Siedź i czekaj. Będzie chodzić o własnych siłach i przyjdzie do nas. A jeśli nie przyjdzie, to przyjdź do nas. Ale nie wcześniej niż za trzy dni. Stas miał też numer do przyjaciółki Viki, ale ona powiedziała, że nie wie, gdzie jest Vika. Pryachin spojrzał na zegarek. Była już druga w nocy. A jego żona, jego cicha i wierna żona, nadal nie oświadczyła, pod żadnym pozorem. Ani żywa, ani martwa. Ani trzeźwa, ani… I wtedy Pryakhin nawet przez pomruki telewizora usłyszał czyjeś niepewne majstrowanie przy kluczu w zamku drzwi do przedpokoju. Ktoś najwyraźniej próbował otworzyć drzwi, ale nie mógł tego zrobić.Pryakhin kliknął wewnętrzny zamek i drzwi w końcu się otworzyły. I oto była, żona Stasia, Vika Pryakhin, nienarodzona piękność w wieku trzydziestu lat. Ale w jakim stanie! Rozczochrana, rozczochrana, zataczająca się, z silnym zapachem alkoholu i tytoniu dochodzącym z jej….
Bardziej zdezorientowany niż zły, Pryakhin odsunął się na bok, wpuszczając żonę do domu. Vika wskoczyła na pięty, zostawiając brudne ślady na podłodze, do salonu i usiadła na kanapie.
– Co z tego, że moja żona spóźniła się do pracy! – wymamrotała niewyraźnie, uprzedzając pytanie Stasia, który zaczynał robić się purpurowy ze złości. – I… eee! Mam prawo!
– Gdzieś ty był? Odciąłem wszystkie telefony! – Pryachin nagle nawet dla samego siebie wrzasnął paskudnym falsetem.
– W-gdzie byłem, t-tam mnie nie ma! – wciąż wyraźnie prosząc się o skandal, roześmiała się Vika.
– Zabiję cię teraz, suko! – zatrząsł się ze złości Stas, a nawet podskoczył do sofy i zamachnął się na żonę.
– No, bij, bij pijaną bezbronną kobietę! – Wyzywająco wypiął pierś w kierunku wściekłego i, jak się wydaje, oszukanego męża Viki. – I nie krzycz tak! Właśnie przyszedłem do mojej dziewczyny. Trochę z nią wypiliśmy, zapaliliśmy, pogadaliśmy o tym i owym. Dlaczego nie? Raz na jakiś czas mogę się napić z kolegami po ciężkim dniu pracy.
– Z którym kolegą byłeś? – Niejasno wyłapując w toczącym się dialogu między nim a Viką boleśnie znajome nuty, zwroty, a nawet całe frazy, ale jeszcze nie do końca je rozumiejąc, Stas zmrużył podejrzliwie oczy. – Przypuszczam, że u Nataszy?
– U Nataszy – Vika natychmiast wpadła w pułapkę. – Słuchaj… Igor, przestań zadawać głupie pytania. Chodźmy się napić i do łóżka.
-Jak mnie nazwałeś? – Stas zaczął się teraz jąkać – Igorek kto?! Czyje rude włosy masz na ramieniu?! Igor, co?
– Tak, Igorek! – Vika machnęła lekceważąco ręką. – On jest do niczego. A ty jesteś do niczego. Wszyscy faceci są ni…ni…ni…ni…ni! A tak w ogóle to Igor jest łysy… łysy. W każdym razie, pomóż żonie się rozebrać. Jestem taka zmęczona i śpiąca. I te wszystkie pytania na… jutro!
Zdając sobie sprawę, że Vicky nie będzie w stanie nic dziś z siebie wydusić – była tak pijana – Pryakhin, zaciskając zęby, pomógł jej się rozebrać i położył ją na kanapie. Następnie przyniósł poduszkę i ze złością wsunął ją pod głowę żony, po czym narzucił na nią kratę.
– No, śpij, śpij! – mruknął, patrząc na żonę, która otworzyła się dziś przed nim z zupełnie nieoczekiwanej i nie najprzyjemniejszej strony. – Porozmawiamy jutro. Porozmawiamy!!!
Następnie udał się do kuchni, nastawił czajnik, zapalił papierosa i pogrążył się w ciężkich rozmyślaniach. Cholera, czyżby Vika miała już tak dość jego ostatnich nierzadkich wypadów z przyjaciółmi, ciągłych spóźnień w pracy z jego niezrozumiałymi potem wyjaśnieniami, jej łez i nawoływań „kiedy się ustatkujesz?”, że postanowiła odpowiedzieć mu tym samym? I jak może z tego wybrnąć, skoro on sam jest całkowicie poza zasięgiem Vicky.
Vika nie chce od niego rodzić – mówi, że nie chce zostać sama z dzieckiem w ramionach. Powiedział, że przy takim sposobie życia Stas, prędzej czy później i tak się rozwiodą. I tutaj nadszedł czas, aby złożyć pozew o rozwód, po takiej sztuczce Vicky. Jak jej zasmakuje, to będzie nie do zatrzymania.
Cóż, nie można jej bić, prawda? Mimo całego swojego nihilistycznego podejścia do obowiązków rodzinnych Stas nadal kochał swoją żonę i nigdy nie podniósł na nią ręki. I nie podniesie. Więc co pozostaje?
Wzdychając ciężko, Pryachin poszedł po telefon komórkowy, wrócił z nim do kuchni, zamknął za sobą drzwi i wybrał numer swojego starego przyjaciela, Wowa Kutyszewa. Telefon milczał przez długi czas. W końcu w słuchawce rozległ się niezadowolony głos:
– Stas, czyś ty rozum postradał? Zobacz, która godzina!
– To, Vovan… ty jesteś tym – powiedział cicho Pryakhin. – Przepraszam. Ale jutro idź do sauny beze mnie, dobrze?
– Jak to bez ciebie, jak to bez ciebie? – Vovan wyszeptał zdezorientowany. – Decyzja została podjęta. Jest nas dwóch i zamówiono dwie kobiety. Próbujesz zepsuć mi humor, prawda?
– Wręcz przeciwnie, – powiedział Pryakhin. – Tylko ty to zrozumiesz.
– Nie, nie dostanę, – Vovan nie dawał za wygraną. – Dlaczego chcesz się odczepić, co? Nie tak przyjaciele załatwiają sprawy. Ja na przykład już przygotowałem swoje, że jutro jedziemy z tobą na ryby. A raczej już dzisiaj. A co z tobą, co?
– Nie chcę już tak wędkować – mruknął Stas. – Idziemy jutro z Viką do zoo… jak to się nazywa… do zoo. Albo nie, do kina… Jakie to do cholery ma znaczenie! Postanowiłem spędzić weekend z żoną, to wszystko. Mam do tego prawo!
– A co ze mną? – Vovan zapytał żałośnie. – Czy ja też muszę sobie psuć weekend?
– Jak sobie życzysz – odparł sztywno Pryakhin. – Żegnam!
I zatrzasnął swój telefon komórkowy.
Vika w tym czasie, przykryta warkoczem z głową, pomyślała: „A jeśli nie przesadziłam?”. Ale potem przypomniała sobie oszołomioną, a nawet przestraszoną twarz Stasia i zdecydowała: „Nie, jest w sam raz. To powinno zadziałać”. I zasnęła naprawdę…

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *