– Żenię się z twoim byłym mężem i będziesz musiała wyprowadzić się z tego mieszkania, kochanie, teraz jest moje.

Irina położyła swoją córkę Alice do łóżka zaledwie kilka minut temu. Chciała już położyć się i odpocząć, rozkoszując się ciszą przytulnego mieszkania. Delikatne światło lampy stołowej tworzyło ciepłą atmosferę w salonie, gdzie na ścianach wisiały obrazy z pejzażami i zdjęciami szczęśliwych chwil.Ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Melodyjny dźwięk oznajmił, że ktoś przyszedł z wizytą.
– Cóż, nie wyszło – powiedziała ironicznie i poszła otworzyć drzwi.Na progu stanęła niska dziewczyna o krótkich blond włosach i dużych brązowych oczach. Spojrzała uważnie na panią domu, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś.
– Słucham cię – zapytała Irina, marszcząc lekko brwi.
– Och, przepraszam – dziewczyna wyrwała się z zamyślenia. – Mam na imię Jana.
– Miło mi – odpowiedziała gospodyni, krzyżując ręce na piersi. – Jesteś tu w jakiejś sprawie?
– Tak, tak – powtórzyła kilka razy dziewczyna. – Mam na imię Jana.
– Już to zrozumiałam – odpowiedziała Irina z nutą irytacji w głosie.
– A ty jesteś Irina? – zapytał niepewnie gość.
– Zgadza się. A więc, czego chciałaś?
– O, widzisz – zaczęła wesoło dziewczyna – jestem narzeczoną Wiktora!
Irina uniosła brwi ze zdziwienia, jej oczy otworzyły się szeroko ze zdziwienia.
„Cóż, okazuje się, że mój kochanek ma nową kobietę” – pomyślała Irina i spojrzała na Yanę oceniającym wzrokiem. – Ale co mnie to obchodzi, kim ona jest?
– Widzisz, chciałabym porozmawiać z tobą o moim mężu… och, moim narzeczonym – kontynuowała Yana, uśmiechając się nerwowo.
– Nie mogę ci pomóc, zerwaliśmy” – odpowiedziała sucho Irina.
– Tak, wiem. Wiktor mi o tym powiedział. Cóż, nie przyszłam tu, żeby się kłócić!
Irina nuciła do siebie: „O co tu się kłócić? Nie jestem jego żoną i nie obchodzi mnie, kim jesteś.
– Chciałabym usłyszeć od ciebie, jaki on jest, mój Wiktorze” – powiedziała Yana z westchnieniem.
„Mój?” – pomyślała Irina. – „On też kiedyś był mój…”
– W porządku, wejdź – powiedziała Irina z westchnieniem.
Wpuściła nieproszonego gościa do szerokiego korytarza. Chciała wiedzieć, co słychać u Victora. Ostatnio w ogóle przestał do niej dzwonić, poza tym, że wysyłał jej alimenty, to wszystko.
Irina zagrzała czajnik, zaparzyła płatki róży w przezroczystym imbryku, postawiła na tacy dwie filiżanki, kilka herbatników i zaniosła wszystko do holu.
Jana ostrożnie przeszła wzdłuż ścian, oglądając obrazy, szafki z książkami, dotykając ich. Wszystko ją ciekawiło.
– Pięknie tu! Duży pokój, sufity… I okna takie ogromne, i park! Od dawna marzyłam o takim domu – powiedziała z podziwem Jana.
– Więc, co chciałaś ode mnie usłyszeć? – zapytała Irina, stawiając tacę na stole.
– Tak, wszystko – odpowiedziała Jana i podeszła do drzwi. – Co tam jest?
– Nie otwieraj! – Irina powiedziała ostro. – Moja córka tam śpi.
– O tak, Wiktor powiedział mi, że ma córkę. Jak ma na imię?
– Alice – padła krótka odpowiedź.
– Zgadza się, Alice! – Yana odwróciła się i poszła do drugich drzwi. Nie pytając Iriny o zgodę, otworzyła je i weszła do pokoju.
– Gdzie ty idziesz! – oburzyła się właścicielka domu i pobiegła za Yaną.
– Chcę zobaczyć każdy pokój, – odpowiedział gość beztrosko.
– Słuchaj, proszę, zamknij się i wyjdź!
– Dlaczego? – Yana była oburzona. – Przecież to mój dom!
– Co?! – Irina nawet nie uwierzyła w to, co usłyszała.
– Tak, to mój dom. Wychodzę za Wiktora, a on daje mi ten dom. Więc ja… – Yana odwróciła się i spojrzała na Irinę twardym wzrokiem. – Więc, moja mała gołąbeczko, musisz go uwolnić.
– Postradałaś zmysły? – Irina zapytała, ledwo się powstrzymując.
– Nie obchodzi mnie, co teraz o mnie myślisz! Przyszłam popatrzeć na to, co daje mi narzeczony. Nie chcę skończyć w nędznej ruderze. A tu nic nie ma.
– To jest to! Dość tego cyrku, proszę, wyjdź z domu!
– Nie mów mi, co mam robić! – oświadczyła Yana i otworzyła następny pokój.
Irina podbiegła, gwałtownie szarpnęła kobietę za rękaw. Ledwo utrzymała się na nogach, odleciała na bok. Gospodyni ostrożnie zamknęła drzwi.
– Wynocha! – Irina syknęła, czując wzbierający w niej gniew.
– Oh-oh-oh, jacy my jesteśmy! W ogóle, więc, kochana: daję ci dokładnie dwa tygodnie, po których się tu przeprowadzam. Rozumiesz?
Od takiego chamstwa Irina była zdezorientowana. Dawno nie spotkała się z takimi podmiotami w swoim życiu.
– Wynoś się – powiedziała cicho, ale pewnie, zaciskając pięści.
– Już wychodzę. Powinnam była zrobić jeszcze kilka zdjęć, ale dobra. Mam adres. Do widzenia!
Jana podbiegła do butów, szybko je założyła i nie czekając na kopniaka w tyłek, wybiegła na peron.
– Dwa tygodnie! – jeszcze raz krzyknęła dziewczyna i szybko zbiegła po schodach.
Irina zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie plecami, czując, jak trzęsą jej się kolana.
„I co to było?” – Irina zadała sobie pytanie. – „Przecież Wiktor nie może mi tego zrobić, obiecał… A może to tylko głupi żart jednej z jego furii?”.
Spojrzała na zegarek. Robiło się późno, ale Irina wiedziała, że nie będzie mogła teraz zasnąć. Musiała zadzwonić do Victora i dowiedzieć się, co się dzieje. Najpierw jednak zajrzała do pokoju Alice, upewniając się, że hałas nie obudził dziewczynki. Mała dziewczynka spała spokojnie, tuląc swojego ulubionego misia, a Irina spojrzała na swoją córkę i poczuła, jak kamień podchodzi jej do gardła. Nie pozwoliłaby nikomu zrujnować ich spokojnego życia, zwłaszcza jakiemuś nowicjuszowi, który twierdził, że jest panem ich domu.
Okna bloków stopniowo rozjaśniały się żółtawym światłem, a latarnie uliczne zapalały się, rzucając dziwaczne cienie.
Irina przechadzała się po pokoju, a jej zgrabne dłonie nerwowo poprawiały kosmyki włosów. Jej myśli były pomieszane, a serce waliło jak oszalałe. Nie mogła pozbyć się z głowy słów wypowiedzianych przez Janę, nową dziewczynę jej byłego męża.
Mieszkanie, w którym mieszkały Irina i jej córka Alice, było przytulne i ciepłe. Miękka kanapa z kolorowymi poduszkami, regały wypełnione ulubionymi książkami i zdjęcia szczęśliwych chwil na ścianach – wszystko to tworzyło atmosferę prawdziwego domu. Ale teraz ta idylla wydawała się Irinie krucha i niepewna.
Przypomniała sobie umowę z Wiktorem: dopóki Alicja nie skończy szkoły, będą tu mieszkać. Ale oświadczenie jego tak zwanej narzeczonej było strasznym ciosem.
Nie mogąc dłużej tego znieść, Irina chwyciła za telefon i drżącymi palcami wybrała numer byłego męża, przyciskając słuchawkę do ucha. Po kilku sygnałach zabrzmiał znajomy męski głos:
– Co robisz? – Victor odpowiedział bez powitania.
– O co ci chodzi? – Również bez preambuły wypadła Irina, starając się mówić cicho, by nie obudzić śpiącej w pokoju obok Alicji. – Jakiś inny twój furiat przyszedł teraz do mnie i kazał mi opuścić to mieszkanie. A może to twój głupi żart?
– W porządku, rozumiem – odparł Wiktor. – Najważniejsze to się nie zagotować.
Irina weszła do kuchni. Małe pomieszczenie, wypełnione starymi, ale zadbanymi meblami, zawsze wydawało jej się najprzytulniejszym miejscem w mieszkaniu. Teraz miała wrażenie, że ją uciska.
– Nie gotować? – powtórzyła, próbując powstrzymać emocje, które z niej wypływały.
– Dobrze wiedziałaś, że to mieszkanie nie należy do ciebie – kontynuował Wiktor. – Matka dała mi je przed ślubem, żebym w nim zamieszkał. Pamiętasz to?
– Pamiętam bardzo dobrze – ucięła Irina. – To twoja matka dała mi to mieszkanie na ślubie, żebyśmy mogli w nim zamieszkać. Ale ty uciekłaś, zostawiając mnie z córką. I jeśli się nie mylę, dałeś słowo, że nie będziesz mi przeszkadzał, dopóki Alice nie skończy szkoły.
– Och, nie składajmy obietnic, czasy są inne – Wiktor próbował się wymigać.
– Nie unikaj odpowiedzi. Obiecałeś – nalegała Irina.
– Tak, obiecałem. Ale teraz potrzebuję tego mieszkania – chłodno odpowiedział jej były mąż.
– Ty draniu! – Irina nie wytrzymała, ale natychmiast wzięła się w garść, zdając sobie sprawę, że to nie jest wyjście. – Jesteś odrażający.
– To będziemy się teraz bić, czy coś rozwiązywać? – Wiktor zapytał spokojnie.
– Powiedz swojej Yanie, żeby nie przychodziła do… – zaczęła Irina, ale Wiktor jej przerwał.
– Nie, – powiedział stanowczo. – Potrzebuję tego mieszkania i dlatego szkoda, że najpierw rozmawiała z tobą, a nie ze mną.
– Więc podkuliłeś ogon i wysłałeś swoją wiedźmę do mnie? – Irina zauważyła sarkastycznie.
– Nie obrażajmy jej. Proszę cię tylko, żebyś w ciągu dwóch tygodni wyprowadziła się z tego mieszkania – powiedział Wiktor równym tonem.
– A dokąd? – Irina zapytała z oburzeniem. – Dobrze wiesz, że nie mam mieszkania.
– Będziesz je wynajmować. Wysyłam ci alimenty i to nie małe. Możesz z nich dobrze żyć, zapłacisz za całe mieszkanie – oświadczył z przekonaniem Wiktor.
– To tak nie działa, Wiktor. Obiecałeś – głos Iriny był błagalny.
– Przestań. Nie mam innego mieszkania, przynajmniej nie takiego jak to. Więc dwa tygodnie to wystarczająco dużo czasu, żebyś znalazła dom i się wyprowadziła. Rozumiesz? – Głos Victora stał się surowy.
– Nie, nie rozumiesz, tu mieszka twoja córka. Powtarzam – twoja córka, której nie odwiedzasz, której nie życzysz wszystkiego najlepszego. Zapomniałeś o niej?
W słuchawce rozległy się ciężkie westchnienia. Victor milczał przez kilka sekund, po czym powiedział chłodno:
– „Dwa tygodnie” i wyłączył się.
Irina opadła bezradnie na krzesło. Za oknem zapadał zmierzch, a w jej duszy znikał mrok niepewności i strachu przed przyszłością.
To nie była dobra noc. Irina praktycznie nie spała, ciągle myślała, co teraz zrobić. Tak, mieszkanie nie należało do niej, tak, Wiktor miał prawo ją wyrzucić, tak, płacił alimenty. Ale gdyby teraz wynajęła mieszkanie, nie miałaby prawie żadnych pieniędzy. Irina nie wiedziała, co robić.
Słabe światło wczesnego poranka prześwitywało przez luźne zasłony, malując pokój w odcieniach szarości. Irina poruszała się mechanicznie po kuchni, przygotowując śniadanie dla córki. Jej blada twarz i sińce pod oczami zdradzały nieprzespaną noc.
Gdy nakarmiła córkę i już miała zabrać ją na spacer, Irina usłyszała dzwonek do drzwi. W progu stała Margarita Władimirowna, matka Wiktora. Pomimo tego, że byli rozwiedzeni, teściowa odwiedzała ich prawie codziennie. Lubiła zajmować się wnuczką – gdy była mała, zabierała ją na spacery, kąpała, uczyła chodzić, a teraz uczyła rysować i czytać.
Margarita Władimirowna spojrzała na synową przenikliwym wzrokiem.
– Co się z tobą dzieje? – Widząc sińce pod oczami Iriny, zapytała teściową.
Dziewczyna westchnęła ciężko, zebrała się na odwagę i cicho powiedziała:
– Wiktor mnie eksmituje.
– Margarita Wiktorowna wzięła wnuczkę na ręce, pocałowała ją w policzek i usiadła w fotelu. – I co się stało?
Irina opowiedziała wszystko: jak przyszła Yana, jak powiedziała, że teraz mieszkanie jest jej, jak zadzwoniła do byłego męża, a on potwierdził słowa narzeczonej.
– Dwa tygodnie, tylko dwa tygodnie! I gdzie ja się wybieram? – Irina machnęła rękami, patrząc na otaczające ją meble. – Co ja mam z tym zrobić?
Margarita Władimirowna opuściła głowę. Przez chwilę milczała, po czym wstała, podeszła do okna, spojrzała na biegające w parku dzieci. Wracając, powiedziała cichym głosem:
– To prawo mojego syna. To jego mieszkanie, a o tym, jak nim rozporządzać, decyduje on sam.
– A co z Alicją? – Irina przypomniała teściowej.
– Nie wiem – odparła kobieta z ciężkim westchnieniem. – Nie wiem – powtórzyła i podchodząc do wnuczki, pogłaskała ją po głowie.
– Obiecał – przypomniała Irina mężowi.
– Nie ma obietnic, których nie można złamać – usiadła obok Alicji, popatrzyła na jej rysunek, wzięła ołówek i poprawiła coś na rysunku.
– Zróbmy to w ten sposób, a ty się uspokój. Nie wiem, co postanowił Wiktor. Nie powiedział mi. Nie pozwala mi wiedzieć, co się dzieje w jego firmie lub w jego życiu. Ale wiesz co, – kobieta znów pogłaskała wnuczkę po głowie, – porozmawiam z nim.
– Dziękuję – odpowiedziała Irina z nadzieją w głosie.
– Porozmawiam – odpowiedziała Margarita Władimirowna i skierowała się do wyjścia.
– Wychodzisz? – Dziewczyna posmutniała i poszła ją odprowadzić.
– Tak, muszę przygotować się do rozmowy – odpowiedziała i założyła buty. Kiedy otworzyła drzwi, powtórzyła: „Muszę się przygotować”.
Kobieta wyszła na podest, pozostawiając Irinę z mieszanymi uczuciami nadziei i niepokoju. Ciężkie drzwi zamknęły się i Irina została sama w mieszkaniu, które prawdopodobnie wkrótce przestanie być jej domem.
Margarita Wiktorowna wyszła na zewnątrz. Zimny jesienny wiatr natychmiast zmierzwił jej włosy, sprawiając, że zadrżała. Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc na opadłe liście wirujące w powietrzu. Przypomniał jej się dzień, w którym zmarł jej mąż Andrew.
Było to tak dawno temu, że ledwo pamiętała, jak wyglądał. Ich syn Victor skończył wtedy dwa lata. Margarita znów poczuła dezorientację i bezradność, które ogarnęły ją w tamtej chwili. Nie wiedziała, co zrobić wtedy, tak jak nie wiedziała, co jej synowa powinna zrobić teraz.
Kobieta powoli podeszła do samochodu, otworzyła drzwi i usiadła za kierownicą. Wnętrze samochodu pachniało lawendą, ulubionymi perfumami Marguerite.
Patrząc na drogę przed sobą, przypomniała sobie, jak nagle jej własna matka odwróciła się od niej w potrzebie. Jedyną osobą, która wyciągnęła pomocną dłoń, była Elena Olegovna, jej teściowa. To ona pozwoliła młodej wdowie i jej dziecku zamieszkać w swoim przestronnym mieszkaniu. A kiedy starsza kobieta zmarła, nieruchomość przeszła na własność Margarity.
Kobieta zapięła pasy, wyjęła kluczyki i przekręciła je w stacyjce. Silnik zadudnił cicho.
– Źle robisz – powiedziała, zwracając się do niewidzialnego rozmówcy. Jej głos był zabarwiony wyrzutem i rozczarowaniem. – Niedobrze, że wysyłasz swoją wiedźmę zamiast porozmawiać z Iriną. Nie jest dobrze.
Delikatnie nacisnęła pedał gazu, a samochód ruszył płynnie. Ulice miasta były prawie opustoszałe, tylko od czasu do czasu przechodnie spieszyli się w swoich sprawach. Margarita jechała powoli, pogrążona w myślach i wspomnieniach.
Minęło kilka dni. Margarita Władimirowna postanowiła odwiedzić swoją wnuczkę Alicję. Zadzwoniła do drzwi, które natychmiast się otworzyły. Na progu stała Irina, jej synowa, z zakłopotanym spojrzeniem w brązowych oczach otoczonych długimi rzęsami.
– Dobrze cię widzieć – odpowiedziała gospodyni, starając się ukryć podekscytowanie w głosie.
– Witam – odpowiedziała dyskretnie Margarita Władimirowna. Delikatnie pocałowała szwagierkę w policzek i zapytała: – Gdzie nasza córeczka? – nawiązując do swojej wnuczki.
– Tam, w pokoju, układa rzeczy – odpowiedziała cicho Irina.
– Znowu rozrzucone? – zapytała Margarita i zdejmując buty, weszła do przedpokoju.
Zdziwił ją widok kilkunastu pudeł, do połowy wypełnionych rzeczami. Pokój, zwykle przytulny i jasny, teraz wyglądał jak pole bitwy z porozrzucanymi zabawkami i ubraniami.
– Dwa tygodnie – powiedziała Irina z przygnębieniem, podeszła do regału i podniosła jedną z książek.
– Wiesz co, – teściowa podeszła do niej, wzięła książkę z jej rąk i odłożyła ją z powrotem, – będziesz cierpliwa przez kilka dni, dobrze? Odłóż pudła na bok. Jeszcze nie rozmawiałam z synem.
– Mmmm – mamrotała Irina, nie wiedząc co powiedzieć.
– No i gdzie teraz jest moja córeczka? Alisochka! – zawołała babcia do wnuczki i natychmiast na jej głos z sypialni wybiegł mały cud.
– Baba! – krzyknęła dziewczynka i skoczyła biegiem do kobiety w ramionach.
– Ay, jesteś moją pięknością! Och, moje kochanie! – Margarita zawodziła, tuląc mocno wnuczkę.
– Baba, baba, baba! – mogła powiedzieć tylko dziewczynka, wtulając się w babcię.
– To może pójdziemy na spacer? – zaproponowała teściowa synowej, delikatnie trzymając Alice w ramionach.
– Ah… ahh… – Irina spojrzała na pudełka, nie wiedząc, co powiedzieć. Jej wzrok błądził między rzeczami a teściową.
– Bądź cierpliwa do końca tygodnia – powiedziała cicho, ale stanowczo Margarita Władimirowna.
– W porządku – odpowiedziała Irina z ulgą i poszła się ubrać. W jej ruchach było pewne wahanie, ale jednocześnie pojawiła się nadzieja.
Minęło kilka dni. Złote promienie jesiennego słońca delikatnie oświetlały salę luksusowej restauracji, gdy Margarita Vladimirovna weszła do środka. Elegancka kobieta o nienagannej fryzurze, ubrana w drogi garnitur, od razu zauważyła swojego syna Victora przy stoliku przy oknie. Obok niego siedziała młoda dziewczyna.
Margarita Vladimirovna podeszła do stołu, rzuciła zimne spojrzenie na towarzyszkę syna i usiadła, odwracając się do Victora:
– Co ona tu robi? – zapytała, odwracając głowę w stronę dziewczyny.
– Mamo, to moja narzeczona – odpowiedział syn, marszcząc lekko brwi.
– Prosiłam, żebyś tu przyszedł, żeby z nią porozmawiać, a nie żeby ją poznać – powiedziała niezadowolona matka.
Jana od razu poczuła, że nie jest mile widziana. Dziewczyna nerwowo potarła serwetkę, nie wiedząc, gdzie odwrócić wzrok.
– Może powinnam już iść? – zasugerowała cichym głosem.
– Nie – odparł stanowczo Victor i zwracając się już do matki, dodał: – Nie mam przed Yaną żadnych tajemnic.
– A więc tak to wygląda. Cóż, niech i tak będzie. Prędzej z nią zerwiesz – powiedziała chłodno Margarita.
Oczy Yany zamrugały, jakby dostał się do nich piasek. Czuła, jak kolor odpływa z jej twarzy.
– Synu, poprosiłam cię, żebyś przyszedł porozmawiać o mieszkaniu – zaczęła Margarita, poprawiając perłowy naszyjnik na szyi.
– Mamo, ta sprawa została już załatwiona – Wiktor od razu domyślił się, że matka będzie bronić interesów jego byłej żony.
– Nie, nie jest załatwiona – odparła spokojnie, odchylając się w fotelu.
– Potrzebuję tego mieszkania. Ożenię się z Yaną i tam zamieszkamy – upierał się mężczyzna.
– Nie, nie będziesz. A oto dlaczego – Margarita Władimirowna odwróciła głowę w stronę Yany. – Lepiej zatkaj uszy albo idź do damskiej toalety przypudrować nosek, moja droga.
– Usiądź – powiedział sztywno Wiktor, kładąc dłoń na ramieniu Yany.
– Ja to tylko zasugerowałam – odparła jego matka.
– Irina się wyprowadzi – powiedział Wiktor z przekonaniem.
– Więc, młody człowieku, chcę ci przypomnieć: mieszkanie, w którym mieszkam, jest moje.
– Mamo, ale to fikcja! – natychmiast zaprotestował syn. – Zarejestrowałem je na ciebie, ponieważ….
– Bo unikasz płacenia podatków. Oto źródło twoich problemów – przerwała mu Margarita. – A to mieszkanie, gdzie mieszka Irina, też kupiłeś ty. Zapisałeś mi je, a potem poprosiłeś, żebym je oddała, co też zrobiłam. Ale nie zapłaciłeś od niego podatku.
– Mamo, nie wtrącaj się w moje finanse – poprosił Victor, jego głos brzmiał na napięty.
– Nie chcę ci przypominać, mój drogi synu, że jestem założycielką dwóch twoich firm – powiedziała spokojnie Margarita Vladimirovna.
– Mamo, co ty wyprawiasz? – Oczy Wiktora klasnęły jak stare wycieraczki.
– Sprawdziłem twoją dokumentację, sprawdziłem twoje dochody i wydatki. Nie wiem, co mnie tak dziwi, ale twoja deklaracja dochodów jakoś nie zgadza się z wydatkami. Co najmniej 20 razy.
– Liczyłeś to? – Victor zapytał pytająco, a jego twarz pobladła.
– Jestem założycielem. Mam pełny dostęp do księgowości. Wiem, na co wydajesz pieniądze, ale dziwi mnie, że podrabiasz moje podpisy.
– Mamo, tylko dlatego, że jesteś moim założycielem, to wszystko jest fi….
Kobieta nie wytrzymała i uderzyła dłonią w stół.
– Zamknij się – powiedziała ostro. – Jeszcze jedno słowo i cię zwolnię.
– Co? – Twarz Victora zrobiła się czerwona, a Yana, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zbladła.
– Jestem założycielem tych dwóch firm, które przynoszą ci pieniądze. Wiem, ile dostajesz w rzeczywistości i ile przekazujesz Irinie. Więc moja propozycja jest prosta: zrób prezent Irinie i od przyszłego miesiąca czterokrotnie zwiększ kwotę alimentów. W przeciwnym razie.
– Albo co? – zapytał gniewnie jej syn.
– Pierwsza opcja – odpowiedziała Margarita Władimirowna – zwalniam cię. Druga opcja – złożę na ciebie doniesienie na policję. Wybierz tę, która najbardziej ci odpowiada.
Victor odchylił się w fotelu. Zdał sobie sprawę, że unikając podatków, sam wpakował się w dołek. Owszem, pomogło mu to ukryć większość swoich dochodów, a do tej pory matka nigdy go nie skreśliła.
– Victor – mruknęła Jana drżącym głosem.
– Bądź cicho – powiedział sucho.
Margarita Władimirowna sięgnęła do torebki, wyjęła złożoną teczkę, położyła na niej dłoń i zaczęła w nią stukać palcami.
– Jest tu wystarczająco dużo informacji, żeby cię zainteresować – powiedziała, patrząc synowi prosto w oczy.
Oczy Victora były szkliste. Nie sądził, że matka kiedykolwiek go zdradzi.
Kobieta wzięła folder i włożyła go z powrotem do torebki, a następnie wstała i dziękując Victorowi za przybycie, cicho wyszła, pozostawiając za sobą ślad drogich perfum i ciężką atmosferę napięcia.
Minęło jeszcze kilka dni. Margarita Władimirowna z przyzwyczajenia podeszła do znajomych drzwi. Nacisnęła dzwonek i natychmiast, gdzieś w głębi mieszkania, rozległ się radosny płacz jej wnuczki.
– Córeczko – powiedziała starsza kobieta z uśmiechem na ustach.
Drzwi otworzyły się i synowa Irina wpuściła teściową do domu.
– Baba! Baba! Baba! – mała dziewczynka ze złotymi lokami radośnie rzuciła się na szyję Margarity Władimirowny.
– Jesteś moja kochana, – biorąc Alice w ramiona, Margarita pocałowała dziewczynkę, wdychając jej dziecięcy zapach.
– Pójdziemy na spacer? – zaproponowała babcia wnuczce, podziwiając jej promienną twarz.
– Tak! – krzyknęła głośno dziewczynka i schodząc z ramion babci, pobiegła się ubrać, tupiąc małymi stópkami po parkiecie.
Margarita Władimirowna odwróciła się do synowej, patrząc na nią uważnym wzrokiem.
– Jak tam twój nastrój? – zwróciła się do pani domu, zauważając cienie pod jej oczami.
– Kiepski – odpowiedziała i wyszła do holu, wymachując rękami na boki.
Teściowa podążyła za nią. Prawie wszystkie szafki były puste, a wzdłuż ścian piętrzyła się góra pudeł. Światło słoneczne wpadające przez luźne zasłony oświetlało bałagan w pokoju.
– Wow, nie zdawałam sobie sprawy, że jest tu tyle rzeczy – gwizdnęła Margarita.
– Nie sądziłam, że będzie ich aż tyle – westchnęła Irina, przeczesując dłonią włosy.
– No dobrze, dobrze ci idzie – teściowa pokiwała głową z aprobatą.
– Ubiorę teraz Alicję – wtrąciła się Irina.
– Zaczekaj – powstrzymała ją Margarita. Otworzyła torebkę i wyjęła kilka prześcieradeł, podając je synowej. – Weź je – powiedziała i poszła pomóc wnuczce się ubrać.
Irina wzięła kartki i zaczęła uważnie czytać. Nie zauważyła łez spływających po jej policzkach. Podchodząc do Margarity Władimirowny, dziewczynka przytuliła się do niej i szepnęła cicho:
– Mamo… bardzo ci dziękuję.
– Mamo? – Alicja była zaskoczona i spojrzała uważnie na babcię swoimi dużymi brązowymi oczami.
– Tak, córeczko, mamo – odpowiedziała Irina i jeszcze mocniej przylgnęła do kobiety.
– Nigdy nie obraziłabym mojej wnuczki – powiedziała łagodnie Margarita, głaszcząc synową po plecach.
– Dziękuję – odpowiedziała Irina, przecierając oczy i starając się nie rozpłakać.
– To co, idziemy na spacer czy nie? – zapytała Margarita, próbując rozładować emocjonalną sytuację.
Alice natychmiast krzyknęła:
– Tak!
Irina podeszła do pudełka, otworzyła je i wyjmując z niego zniszczonego misia – ulubioną zabawkę Alicji – odłożyła z powrotem na półkę. Promień słońca wpadł przez zasłony i oświetlił twarz misia, jakby witając go w domu.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *