Samotną matkę zabrała karetka, a jej sześcioletnia córka szukała na rynku kogoś, kto mógłby zostać jej babcią

– Dziękuję bardzo!
– Nie ma za co – uśmiechnęła się kobieta. – Pozdrów swoją mamę.W zamian mama Leny wręczyła sprzedawcy puszkę mleka i mały kawałek mięsa. Lena wiedziała, że wydały wszystkie pieniądze. Nie była pewna, czy to źle, czy dobrze, bo miała dopiero sześć lat. Ale ze sposobu, w jaki jej matka była zdenerwowana, dziewczynka zrozumiała, że sytuacja nie jest dobra.
– Mamo, jakie miłe babcie na targu – powiedziała Lena, a jej matka uśmiechnęła się, choć z pewnym zakłopotaniem.
– Tak, moja córko, to prawda.
– Ciekawe, czy mają wnuczki?
– Oczywiście, że mają. Może nie wszystkie, ale wiele z nich – powiedziała jej matka.
Lena zastanawiała się, dlaczego nie wszystkie babcie mogą mieć wnuczki. Przecież poznała Daszę z sąsiedniego podwórka, a ona miała dwie babcie. Lena nie miała żadnej. Mama nie wiedziała, jak wytłumaczyć tę niesprawiedliwość: byłoby lepiej, gdyby zarówno Lena, jak i Dasha miały po jednej babci.
Kiedy zbliżyły się do swojego domu, Lena westchnęła – ich dom był mały i nieestetyczny w porównaniu z innymi. Ale i tak go kochała. Mama powiedziała, że jej córka wkrótce pójdzie do szkoły, a Lena była tym bardziej zaniepokojona.
***
Wieczorem mama wyglądała na zmęczoną, leżała na kanapie i mocno kaszlała. Lena usiadła obok niej.
– Mamo, źle się czujesz?
– Tak, Lenoczko, chyba tak – odpowiedziała mama.
Lena westchnęła, bała się o mamę, która zawsze była pogodna. Ale następnego ranka mama jeszcze wstała, próbując się ubrać, jednocześnie zataczając się ze słabości.
– Lenoczka, posiedzisz chwilę sama? Pójdę do apteki, muszę kupić jakieś lekarstwa.
– Jasne, ale nie mamy pieniędzy.
– Pobiegnę do sąsiadki, wezmę trochę. Jesteś taki dojrzały i rozsądny. Nie nudzić się, oglądać bajki.
Lena nie chciała oglądać kreskówek na starym telewizorze, ale skinęła głową, żeby nie denerwować matki.
Swietłana szybko skierowała się w stronę apteki. Na ulicy poczuła się nawet trochę lepiej i postanowiła nie przeszkadzać sąsiadom – już i tak patrzyli na nią ukradkiem.
Przeprowadzili się tu dwa lata temu. Swiecie trudno było znaleźć stałą pracę, bo Lena często chorowała. Ostatniego lata choroby jakby ustąpiły. I tak musiała płacić rachunki, więc imała się dorywczych prac. Lena nie chodziła do ogrodu, ponieważ często przebywała na zwolnieniu lekarskim. Sveta miała nadzieję, że uda jej się szybko wszystko załatwić i wrócić.
Kupiwszy tanie tabletki na gorączkę, Sveta wyszła z apteki. Ostry zapach leków sprawił, że natychmiast poczuła mdłości, a jej ręka instynktownie sięgnęła do twarzy, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Próbując przezwyciężyć słabość, szepnęła farmaceutce, że ma w domu sześcioletnią córkę. Opuściły ją siły i zemdlała na werandzie.
***
Lena na chwilę oderwała się od kreskówek i wyłączyła telewizor, gdy zaczął się nieciekawy program dla dorosłych. Krążyła po domu, zastanawiając się, dlaczego jej matka tak długo nie wraca. Wspinając się na krzesło przy oknie, nie zobaczyła na zewnątrz ani żywej duszy. Po ponownym kręceniu się po domu i czekaniu na powrót mamy, Lena w końcu założyła kurtkę i buty, wyszła z domu i włożyła klucz pod wiadro, tak jak robiła to jej mama. Wiedziała, jak dojść do apteki, podążając ścieżką, którą często chodzili na targ.
Zbliżając się do apteki, Lena zauważyła odjeżdżającą karetkę, a kobiety wokół nich cicho rozmawiały o tym, co się stało.
– Trzeba było wychodzić w taką pogodę! I zostawić dziecko samo” – dyskutowały kobiety na ulicy.
Ciekawe, kogo zabrali? Lena podeszła do nich i spytała z napięciem:
– Czy to nie moją mamę zabrali?
Jedna z kobiet zwróciła się do dziewczynki:
– Och, dziecko, w co była ubrana twoja mama?
– W niebieską kurtkę i czarne spodnie, miała długi warkocz – odpowiedziała Lena.
Kobieta zmarszczyła brwi:
– Tak, to ona została zabrana. A dlaczego nie pomogłaś mamie, nie poszłaś po lekarstwa?
– Kazała zostać w domu – powiedziała Lena, patrząc w oczy nieznajomej. – Gdzie ją zabrali?
– Niedaleko, do szpitala niedaleko stąd – odpowiedziała kobieta. – Jedziesz tam sama? Ona jest taka mała, że się zgubi. Lepiej idź z kimś dorosłym, na przykład z babcią, wtedy cię wpuszczą – zasugerowała.
Lena przytaknęła i odsunęła się na bok, starając się nie zdradzić, że ona i jej matka mieszkają same, bez babci. Zdawała sobie sprawę, że wtedy zaczną mówić, że sama sobie nie poradzi. Łzy napłynęły jej do oczu, ale Lena wzięła się w garść.
Poszła za róg i zobaczyła ławkę – musiała coś wymyślić, żeby dostać się do mamy. I wtedy przyszły jej na myśl miłe babcie z targu. Może któraś z nich nie miała wnuczki i Lena mogłaby ją zastąpić.
Podskoczyła i popędziła w stronę targu. Musiała się spieszyć, bo mama mówiła, że babcie wychodzą przed obiadem.
Lena praktycznie wbiegła na rynek. Kiedy złapała oddech, zauważyła, że wszystkie babcie, które widziała wcześniej, wciąż tu były. Pozostało zdecydować, do kogo podejść. Zobaczyła tę samą kobietę, która wczoraj dała jej jabłka i postanowiła do niej podejść.
– Witaj, babciu! – powiedziała Lena, a kobieta uśmiechnęła się:
– Witaj, moja dobra! Dlaczego jesteś sama? Nie widzę twojej mamy.
– Mama została zabrana do szpitala. Nie mogę iść do niej bez osoby dorosłej, więc przyszłam poszukać babci, dopóki mama nie zostanie wypisana. Nie chcesz swojej wnuczki?
Babcia spojrzała ze zdziwieniem na Lenę, a po chwili podeszły do nich dwie inne kobiety.
– Nie chcesz mieć wnuczki? Naprawdę potrzebuję babci – powiedziała Lena z nadzieją do nowych kobiet.
Sprzedawczynie zaczęły gromadzić się wokół niej i zrobiło się zamieszanie. Lena obserwowała je wszystkie ze strachem, zastanawiając się, dlaczego wszyscy rozmawiają tak głośno i dyskutują, czy wezwać policję.
– Dziewczyno, to ty chcesz znaleźć babcię? – Do Leny podeszła starsza, ale zadbana kobieta, która przyjemnie pachniała i wyglądała zupełnie inaczej niż pozostałe kobiety na targu. Usiadła obok niej.
– Tak, mam na imię Lena. A skąd ty to wiesz? – Dziewczyna była zaskoczona.
– Ktoś tu mówił, że miałaś wypadek – odpowiedziała kobieta, rozglądając się w zamyśleniu. Jej uśmiech był ciepły i szczery.
Lena czuła, że ta babcia jest wyjątkowa – nie taka jak inne.
– Mama zachorowała, pobiegła do apteki i już nie wróciła. Pojechałam tam, ale dowiedziałam się, że zabrało ją pogotowie i nie wpuszczą mnie do szpitala bez babci.
– Tak powiedzieli. Chodź, będę twoją babcią, kiedy mama będzie wracać do zdrowia.
– Naprawdę? To świetnie! Możemy teraz pojechać do mamy?
– Jasne. Wiesz, do którego szpitala ją zabrali?
– Tak, ciocia powiedziała, że do drugiego – powiedziała Lena.
– To niedaleko. Skręć na światłach w lewo i zaraz zobaczysz – dodała ta sama babcia, która wczoraj poczęstowała Lenę jabłkami.
– Poczekaj, dam ci jeszcze trochę jabłek i gruszek, żebyś mogła dać mamie” – powiedziała jedna z babć na targu.
Kilka minut później Lena znalazła się z całą torbą jabłek, kompotu i czegoś jeszcze smacznego.
Kobieta, która zgłosiła się na babcię Leny, uśmiechnęła się:
– Dziękuję, jaka pani miła! Teraz muszę to wszystko nieść.
Wzięła torbę w jedną rękę, a drugą podała Lenie, aby mogły udać się w kierunku parkingu. Widząc samochód, który po naciśnięciu przycisku mrugnął światłami na powitanie, Lena była zaskoczona:
– Macie samochód? Będziemy jechać samochodem?
– No tak, a co, nie lubisz samochodów? – Kobieta była lekko zdziwiona.
– Bardzo lubię samochody! – Lena odpowiedziała, wsiadając na tylne siedzenie, podczas gdy kobieta zajęła miejsce kierowcy.
– A jak ty masz na imię? – zapytała dziewczyna po uruchomieniu samochodu.
– Och, przepraszam, przez hałas na targu nie przedstawiłam się. Jestem Olga Iwanowna, możesz mi mówić babcia Olya – odpowiedziała kobieta i dodała poważnie: – Żeby w szpitalu uwierzyli, że jestem twoją babcią.
Lena zgodziła się – rzeczywiście, tak było lepiej, na wypadek, gdyby zapytali.
Kiedy weszły do szpitala, Olga Iwanowna śmiało podeszła do pielęgniarki:
– Przyprowadzono do pani kobietę z ulicy – Swietłanę Moisiejewą. Jak mogę dowiedzieć się o jej stanie i ją odwiedzić?
– Jest pani krewną? – Pielęgniarka zapytała ożywiona. – Dobrze, że pani przyszła, oni nie mogą jej pomóc. Jak tylko dojdzie do siebie, będzie chciała być z dzieckiem, ale nie jest jeszcze wystarczająco silna. Jej gorączka tylko trochę spadła. Taki stan zapalny! A przecież nie ma zimy.
Pielęgniarka, wciąż mówiąc, nagle przerwała:
– „Zaprowadzę panią do lekarza, który panią leczy.
Olga Iwanowna i Lena poszły za pielęgniarką długim korytarzem. Idąc, Lena zastanawiała się: skąd Olga Iwanowna zna ich nazwisko? Z pewnością nikt nie słyszał go na targu. Dziewczyna zastanawiała się, czy sama mogła je wypowiedzieć, ale nie przypominała sobie czegoś takiego. Postanowiła zostawić to pytanie na później.
Rozmowa między lekarzem a Olgą Iwanowną przeciągała się, a Lena prawie zasnęła. Obudził ją lekki dotyk:
– Nie martw się, teraz zobaczymy mamę. – Pielęgniarka uśmiechnęła się i otworzyła drzwi pokoju.
Kiedy Lena weszła do pokoju, jej mama natychmiast ją zauważyła i wykrzyknęła:
– Lenoczka! Jak się tu dostałaś?
– Przyprowadziłam ją, witaj Swieto – głos Olgi Iwanowny sprawił, że Swietłana się spięła.
– Olga Iwanowna, po co przyszłaś? – w jej głosie zabrzmiało zakłopotanie.
Olga Iwanowna usiadła na brzegu łóżka:
– Swieto, wiem, że nie chciałaś mnie widzieć i uważasz, że nie zasługuję na przebaczenie. Ale mimo to, proszę, wybacz mi. Wtedy byłam w strasznym stanie, straciłam najdroższą rzecz – Wanię, mojego jedynego syna. Spędziłam prawie dwa lata między szpitalami, myślałam, że nie przeżyję. Ale wtedy zdałam sobie sprawę, że oprócz Leny nie mam już nikogo. – Jej głos drżał. – Nie możesz mi wybaczyć, rozumiem to, ale pozwól mi odwiedzić wnuczkę i pomóc w razie potrzeby. Znalazłam cię dawno temu, ale nie wiedziałam, jak do ciebie podejść i co powiedzieć.
Swietłana spojrzała w zamyśleniu na Olgę Iwanownę, przypominając sobie, jak na pogrzebie Wani jego matka oskarżyła ją. Oskarżenia były straszne: powiedziała, że jej nie potrzebuje, a wszystko to z powodu pieniędzy. Nie dawała nadziei, że dziecko zostanie przez nią zaakceptowane.
Vanya zginął w wypadku motocyklowym podczas jazdy z przyjaciółmi. Tego dnia doszło do konfliktu między Swietą i Olgą Iwanowną.
Lena miała wtedy zaledwie rok. Po opuszczeniu cmentarza Sveta spakowała swoje rzeczy z mieszkania, w którym mieszkała z Wanią i wyszła, nie wiedząc dokąd dokładnie idzie. Przyszła na stację kolejową, zapytała o najbliższy pociąg i pojechała w nieznane miejsce, jakiś czas później przeprowadzała się jeszcze dwa razy. Od tego czasu minęły ponad trzy lata.
– Mamo, czy babcia to moja prawdziwa babcia? – zapytała nagle Lena, budząc swoje myśli.
– Jesteś prawdziwym detektywem – odpowiedziała Sveta z uśmiechem. – Tak, w rzeczywistości ta babcia jest prawdziwa. To mama twojego taty, więc teraz masz babcię.
Olga Iwanowna podeszła bliżej:
– Dziękuję. Lecz się w spokoju, my przyjdziemy. Ja zajmę się Lenoczką. A jeśli nie masz nic przeciwko, zamieszkajmy u ciebie, nie chcę, żeby dziewczynka była w hotelu – zaproponowała.
– Oczywiście, nie mam nic przeciwko – zgodziła się Swieta. – Ale szczerze mówiąc, warunki życia w naszym domu nie są tak komfortowe, jak byśmy chcieli.
Olga uśmiechnęła się promiennie:
– To żaden kłopot. Przez długi czas mieszkałam na wsi, gdzie się urodziłam, więc wiem, co to proste życie.
Wtedy do pokoju wszedł lekarz:
– Wiedziałem! Minęło już piętnaście minut, czas opuścić salę.
Olga Iwanowna wzięła paczkę od babć na targu:
– Przywitały się. Do zobaczenia jutro!
Kiedy wyszły, lekarz zwrócił się do Swiety:
– Teraz mogę być pewien, że nie uciekniesz bez wyleczenia?
Sveta skinęła głową:
– Teraz jestem spokojna, będę wyleczona.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *