— Powiedziałam, że nie — powtórzyła Katia, desperacko próbując opanować się. — To moje mieszkanie. I nie zamierzam…
— Twoje? — przerwała jej teściowa. — A co z rodziną? Sasza, słyszysz, co mówi twoja żona?
***
Katia powoli, niemal niechętnie, otworzyła drzwi swojego mieszkania. Była prawie dziewiąta wieczorem. Została w pracy, nie kończąc ważnego projektu, który pochłonął cały jej dzień. Kuchnia, jak zawsze, wypełniała się hałasem — głośny głos teściowej dochodził z drugiego końca mieszkania.
— Znowu późno! — krzyknęła Ludmiła, gdy drzwi się otworzyły. — Sasza jest głodny, siedzi!
Katya westchnęła głęboko, zdejmując płaszcz. Coraz mniej rozumiała, co się dzieje. Półtora miesiąca temu, gdy Sasza poprosił ją, aby przyjęła jego rodziców na czas remontu, wydawało się to prostą sprawą — maksymalnie dwa-trzy tygodnie. Czas minął, a oni nadal nie wyjechali. Wydaje się, że jeszcze miesiąc lub dwa, a cała ta historia zamieni się w długotrwały koszmar.
— Dobry wieczór wszystkim — powiedziała Katia, wchodząc do kuchni.
Przy stole siedzieli Sasza i Mikołaj, wpatrzeni w telewizor. Ludmiła brzęczała naczyniami przy kuchence, jakby nie było żadnej kolacji.
– Prosiłam, żebyście nie przychodzili później niż o siódmej – kontynuowała Ludmiła, patrząc na Katerinę. – Mamy swój tryb, jesteśmy przyzwyczajeni do kolacji o tej porze.
Katya ledwo zauważalnie wzruszyła ramionami i nie rozbierając się, podeszła do lodówki.
– Mam pracę – odpowiedziała spokojnie. – Ważny projekt. Musiałam dokończyć.
– Praca, praca… – powtórzyła Lyudmila, prychając. – A kto pomyśli o mężu? Sasha, powiedz jej!
Sasha skulił się na krześle, poruszając ramieniem. W jego głosie słychać było pewną niezręczność, jakby sam nie wiedział, czego chce. Jego odpowiedź nadeszła z opóźnieniem:
— Katia, może naprawdę warto przyjść wcześniej?
Katya zacisnęła usta. Wcześniej tak nie było. Sasza nigdy nie wyrzucał jej spóźnień. Ale teraz… wraz z pojawieniem się rodziców stał się kimś innym. A może tylko jej się tak wydawało?
— Tak, tak — poparł syna Nikolai, odrywając wzrok od telewizora. — Kobieta powinna myśleć o rodzinie. W dzisiejszych czasach…
Katya zatrzymała się na chwilę, czując, jak ciężko ściska ją klatka piersiowa. Wcześniej wszystko było inaczej. A teraz… teraz nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje.
— Zaraz przygotuję kolację — powiedziała, wyjmując torby z zakupami.
— Nie trudź się — prychnęła Ludmiła, nie odrywając wzroku od garnków. — Wszystko zrobiłam. I przestawiłam twoje naczynia, stały nie tak.
Katya zamarła, nie wierząc własnym uszom.
— Co to znaczy przestawiłaś? To moja kuchnia, Ludmiła… — jej głos lekko drżał z oburzenia.
— Dokładnie, twoja kuchnia — przerwała teściowa. — Ale trzeba wszystko zorganizować mądrze. Jestem przecież doświadczoną gospodynią!
Katia poczuła, jak temperatura jej ciała wzrosła. Rozejrzała się po stole — Sasza, który kiedyś był jej tak bliski i zrozumiały, teraz siedział i unikał jej wzroku. A ten człowiek siedzący obok niego najwyraźniej nie miał pojęcia o granicach.
— A tak w ogóle — kontynuowała Ludmiła, zwracając uwagę na tapety na ścianach — remont jest tu zdecydowanie potrzebny. Wszystko wygląda jakoś staroświecko.
— Ludmiła… — Katia starała się mówić jak najspokojniej, choć było to trudne. — Umówiliśmy się, że zamieszkasz u nas, dopóki nie skończycie remontu. Ale remont nawet się nie zaczął. Może czas pomyśleć…?
— Ojej, remont się nie udał — westchnęła Ludmiła, rozkładając ręce. — Rzemieślnicy nas zawiedli, przywieźli nie te materiały. Będziemy musieli jeszcze trochę u was mieszkać.
— Jak długo? — zapytała powściągliwie Katia.
— No, dwa, trzy miesiące, nie więcej — odpowiedziała beztrosko Ludmiła, jakby chodziło o jakąś błahostkę. — A co w tym takiego? Przecież nie przeszkadzamy!
Katya poczuła, jak ręce zaczynają jej drżeć. Dwa, trzy miesiące? To wszystko potrwa jeszcze dwa, trzy miesiące? To było jak koszmar, który nie miał końca.
— Saszenka — zaśpiewała nagle słodko Ludmiła, uśmiechając się tak, jak tylko potrafiła. — A może nie spieszyć się z remontem? Sprzedamy nasze mieszkanie i wszyscy będziemy tu mieszkać razem. Miejsce wystarczy!
Katia poczuła, jak zaparło jej dech w piersiach. To jej mieszkanie. Jej własność. A teraz teściowa zaproponowała jej…?
— Świetny pomysł, mamo! — ożywił się Sasza. — Prawda, Katia? Nic nie masz czasu, a tak nam pomożesz!
Nikołaj skinął głową, popierając syna.
— Racja! Młodzi potrzebują wsparcia starszych. My też pomożemy wnukom, kiedy się pojawią.
Katya opadła na krzesło, a jej głowa była pełna nie do zniesienia myśli. Kiedy jej życie zmieniło się w ten absurd? Kiedy przestała być panią swojego losu?
— Nie — powiedziała stanowczo Katya, wstając.
— Co? — Ludmiła odwróciła się gwałtownie, nie wierząc własnym uszom.
— Powiedziałam nie — powtórzyła Katia, desperacko próbując opanować się. — To moje mieszkanie. I nie zamierzam…
— Twoje? — przerwała jej teściowa. — A co z rodziną? Sasza, słyszysz, co mówi twoja żona?
Sasha zmarszczył brwi, jego twarz była coraz bardziej napięta.
— Katia, co ty wyczyniasz? Mama mówi poważnie. Razem będzie łatwiej…
— Łatwiej? — Katia wstała, jej głos stał się twardy. — Łatwiej to znaczy żyć pod ciągłą kontrolą? Znosić, jak obcy ludzie rozkazują w moim domu?
— Jak to obcy? — oburzyła się Ludmiła, a jej głos stał się niemal wrogi. — Jesteśmy rodzicami twojego męża!
— I co z tego? — Katia podniosła głos, nie mogąc się powstrzymać. — To daje wam prawo dysponować moją własnością?
Sasha zerwał się z miejsca, jego twarz zaczerwieniła się, a oczy rozszerzyły:
— Przestań krzyczeć na mamę! — niemal zapiszczał jak chłopiec, który dostał klapsa w tył głowy. — Co się z tobą stało? Kiedyś byłaś taka wyrozumiała…
Katya zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie wbiły się w skórę, próbując powstrzymać gniew, który gromadził się w niej przez ostatnie półtora miesiąca:
— Rozumiejąca? Tak, byłam. Dopóki nie zaczęliście zamieniać mojego domu w koszary!
— Jak śmiesz tak mówić! — Ludmiła rozłożyła ręce, jakby ktoś splunął jej w twarz. — Sasza, słyszysz, co ona mówi?
Sasha zdejmował wzrok z matki na żonę, jakby po raz pierwszy widział ludzi, którzy nie potrafią po prostu normalnie żyć.
— Katia, porozmawiajmy spokojnie…
— Nie, Sasza — Katia wyprostowała się, powstrzymując łzy. — Dość tego. Milczałam półtora miesiąca. Cierpiałam, jak przebudowywali moją kuchnię, jak przestawiali moje rzeczy, jak rozkazywali mi w moim domu, w moim życiu!
— My tylko chcieliśmy pomóc — wtrącił się Mikołaj, próbując się usprawiedliwić, ale brzmiało to jak cicha kapitulacja. — Uporządkować…
— Uporządkować? — Katia gwałtownie odwróciła się do teścia, jakby powiedział jej coś zupełnie niestosownego. — A kto was prosił? To mój dom, moje zasady!
— Jaka niegrzeczna — Lyudmila zacisnęła usta, a jej twarz zbladła z gniewu. — Sashenka, pozwolisz jej tak z nami mówić?
Katya poczuła, jak opuszcza ją cała siła, jak pustka wypełnia ją od środka. Jak długo jeszcze można to znosić? Jak długo jeszcze będzie trwała ta komedia?
— Wynoście się — powiedziała Katia cicho, ale tak, że wszyscy zamilkli.
— Co? — Ludmiła zamarła z podniesioną łyżką, nie mogąc uwierzyć własnym uszom.
— Powiedziałam — wynoście się z mojego domu — powtórzyła Katia głośniej, a jej głos stał się twardy jak beton. — Natychmiast. Pakujcie swoje rzeczy i wynoście się.
W kuchni zapadła ogłuszająca cisza. Ludmiła zbladła, Mikołaj mrugał zdezorientowany, a Sasza zamarł z otwartymi ustami, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje.
— Nie możesz… — zaczęła Ludmiła, nie wierząc, że coś takiego jest w ogóle możliwe.
— Mogę — odcięła ją Katia, patrząc jej w oczy. — To moje mieszkanie. Moja własność. I nie pozwolę już nikomu tu rozkazywać.
Katia zdecydowanym krokiem przeszła do salonu, gdzie spali jej teściowie, i zaczęła zbierać ich rzeczy. Czuła, jak każda minuta ciągnęła się w wieczność, ale nie mogła się zatrzymać.
— Katia, przestań! — Sasza chwycił ją za rękę jak mały chłopiec, nie rozumiejąc, co się dzieje. — Nie możesz tak potraktować moich rodziców!
— Mogę — Katia wyrwała rękę, zaciskając zęby, powstrzymując burzę w sobie. — A jeśli się nie zgadzasz, możesz odejść razem z nimi.