Kiedyś krewni spędzili u nas całe lato, a gdy my potrzebowaliśmy pomocy – odmówili.

Z jakiegoś powodu mieszkańcy miast uważają się czasem za lepszych od mieszkańców wsi. W naszej rodzinie zdarzyło się tak, że moi rodzice zostali na wsi, a siostra mamy pojechała do miasta i tam wyszła za mąż.

Kilka lat po tym jak przeprowadziła się z mężem, urodziła dzieci. Wychowała je i spokojnie doczekała przejścia na emeryturę. Zaczęła mieć więc więcej czasu i postanowiła przypomnieć sobie o swojej rodzinie na wsi. I tym sposobem zaczęła nas odwiedzać, wraz z córką i mężem.

Ani przez moment nie wahali się drwić z nas, że pijemy wodę ze studni, kąpiemy się w stawach i uprawiamy ogród. Jednoczenie nie przeszkodziło im to zjadał warzywa i owoce, które wyrosły dzięki naszej ciężkiej pracy.
Ciągle też narzekali na trudne, miejskie życie, które jest drogie.

Mimo to, moja mama zawsze pakowała im na drogę pełne torby jedzenia – kurczaka, boczek, kiełbasy domowej roboty, warzywa, owoce, mleko i inne „skarby wsi”. Nigdy jej nie podziękowali ale zarzekali się, że gdybyśmy potrzebowali kiedyś pomocy to możemy na nich liczyć.

Tak się złożyło, że moja mama niedawno zachorowała i wylądowała w szpitalu w mieście na kilka tygodni. Chcieliśmy być blisko niej więc zaczęliśmy prosić krewnych aby pozwolili nam u siebie chwilę pomieszkać. Zgodzili się i zgodnie z ustaleniami przyjechaliśmy natychmiast do nich. Oni zamiast nas powitać, od razu wyznaczyli swoje stawki za nasze życie u nich. Jeśli chcielibyśmy z nimi zamieszkać to musielibyśmy zapłacić dziesięć złotych za każdą przespaną noc i po piętnaście za wyżywienie.

Gdy to tylko usłyszałem od razu wyszedłem i zadzwoniłem do znajomego, którego mieszkanie było w pobliżu. Zgodziła się, ponieważ akurat stało ono puste i chciał tylko symboliczną opłatę na rachunki za media, które tam zużyjemy. Moja mama początkowo nie chciała się zgodzić ale przekonałem ją gdy usłyszała, że to mieszkanie mojego kolegi.

Mama szybko wyzdrowiała i wkrótce wróciliśmy do naszej wioski.

Kiedy krewni latem ponownie zaczęli dzwonić i pytać czy mogą przyjść z dziećmi to w pierwszym odruchu zgodziliśmy się, w końcu dziecinie były niczemu winne.

Dopiero gdy zaczęli prosić o więcej owoców i warzyw odpowiedziałem, że nie mogę po prostu ich dać ale mogę sprzedać za symboliczną opłatę. Po znajomości.

Nie rozumieli dlaczego to robię i zrezygnowali z zakupów. Powiedzieli też, że nie przyjadą ponownie.

Miejmy nadzieję….

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *