“Synowa szarogęsi się w naszym domu. Żałuję, że udało mi się ich namówić, by zamieszkali u nas”

“Długo namawiałam syna, by po ślubie zamieszkał z żoną u nas w domu. Podobno to ona najbardziej się zapierała. A ja jako matka chciałam mieć syna przy sobie. Wygrałam, ale teraz tego żałuję. Synowa bardzo się szarogęsi. Najbardziej boli mnie to, że wtrąca się w pielęgnację moich wspaniałych róż”.

Namówiłam syna, by z żoną zamieszkał u nas

Chciałabym podzielić się z Wami moim problemem, który spędza mi sen z powiek. Otóż nalegałam, by mój syn z synową, po ślubie, zamieszkali u nas w domu. Początkowo nie chcieli, bo mówili, że wolą mieszkać osobno. Ale ja, jako matka, pragnęłam, żeby mój syn był blisko mnie. Namawiałam ich długo i wytrwale, aż w końcu się zgodzili. Ucieszyłam się ogromnie, że mój jedyny syn zostanie na ojcowiźnie i będziemy się wszyscy trzymać razem.

No i teraz, jak już wygrałam, to myślę, że może lepiej było dać im spokój i nie wciągać ich do naszego domu. Synowa bowiem od razu, jak tylko się wprowadziła, zaczęła mieć różne pomysły na zmiany w naszym domu. To chce przemalować ściany na jakieś nowoczesne kolory, to meble przestawić, a ostatnio nawet mówiła, że chciałaby zmienić wygląd naszego ogrodu.

Bardzo rozbudowany, różany ogród.

Synowa wtrąca się w pielęgnację moich wspaniałych róż

To, co mnie boli i co jest powodem naszych największych sprzeczek, to sposób pielęgnacji róż. Mój ogród od lat słynie z pięknych, wspaniale prowadzonych róż, które wszyscy w okolicy podziwiają. Co miesiąc starannie przycinam róże, żeby pięknie rosły i cieszyły oko. To moja duma i chluba, bo każde cięcie ma znaczenie, każda gałązka jest ważna.

Synowa jednak uważa, że róże powinny rosnąć naturalnie, bez mojego przycinania. Mówi, że to sztuka dla sztuki i że róże same najlepiej wiedzą, jak mają rosnąć. Przecież róże nie mogą same wiedzieć, co dla nich najlepsze. Przecież to ja dbam o nie od lat, wiem, jak się nimi zajmować, żeby kwitły jak najpiękniej.

Kiedy widzę, jak synowa podchodzi do moich róż i mówi, że może je zostawić bez przycinania, to aż krew mnie zalewa. Wchodzę wtedy do ogrodu i przycinam je jeszcze dokładniej, żeby pokazać, że to ja wiem, co dla nich dobre. Ale synowa swoje, że niby naturalnie to lepiej.

Czasem już mi się odechciewa wszystkiego. Myślałam, że jak syn z synową zamieszkają z nami, to będzie nam lepiej, że będziemy się wspierać i pomagać sobie nawzajem. A tu, zamiast spokoju, mam ciągłe kłopoty i sprzeczki. Synowa z jednej strony jest miła i stara się, ale jak przychodzi co do czego, to zawsze ma inne zdanie. Mówię jej, żeby szanowała nasze tradycje i zwyczaje, ale gdzie tam, ona swoje wie najlepiej.

Nie wiem już, co robić. Z jednej strony nie chcę ich wyrzucać, bo przecież to mój syn i jego żona, ale z drugiej, nie mogę już wytrzymać tego jej ciągłego wtrącania się we wszystko.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *