“Mam problem z teściową. 9 lat temu przepisała na nas dom, ale w rzeczywistości to tylko na papierze. Wciąż dzielimy z nią jedno piętro, a drugie zajmuje brat mojego męża z żoną. Oni żyją sobie spokojnie, a od nas teściowa ciągle czegoś chce. Gdy przychodzi niedziela rano, puka o 7 do drzwi, budzi wszystkich łącznie z dzieckiem i każe się podwozić na mszę”.
Mieszkamy we wspólnym domu i dzielimy piętro z teściową
Mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. W naszym przypadku to się w 100% spełniło. Dopóki mieszkaliśmy osobno, było spokojnie, każdy był zajęty własnymi sprawami, a ja i Darek mieliśmy wystarczająco prywatności.
Ale sielanka się skończyła, gdy 9 lat temu zgodziliśmy się, by teściowa przepisała na nas dom. Dom jest duży, ma dwa piętra i podpiwniczenie. Co za tym idzie, ogrzanie i utrzymanie również kosztuje sporo.
Górne piętro (3 pokoje, salon, kuchnię, łazienkę) zajmuje brat Darka z żoną. Nie mają jeszcze dzieci, ale Alicja jest w 3. miesiącu ciąży. Cała wieś już o tym wie.
Dolne piętro zajmujemy my i teściowa. Ona ma jeden pokój, my jeden, a ten trzeci na razie jest jako gościnny, ale nasza córeczka kończy w październiku 3 lata i chcieliśmy już przerobić jej to pomieszczenie na dziecięcy pokoik. Przy okazji i my odetchnęlibyśmy, gdyby córeczka miała własną sypialnię.
Mamy też wspólną kuchnię, łazienkę, a z podpiwniczenia korzystają wszyscy. Jest tam mały warsztat, spiżarnia i kotłownia.

Teściowa traktuje mojego męża jak szofera i nie dokłada się do rachunków
Tak to wygląda i właśnie dlatego mówię zawsze, że ten dom jest nasz tylko na papierze. W rzeczywistości korzystamy nawet nie z jednej trzeciej. Brat Darka żyje sobie spokojnie na swoich wyżynach i nikt mu nie przeszkadza. Płaci połowę rachunków, ale już o żadnym czynszu na naszą rzecz nigdy nie pomyśli, choć formalnie mieszka u nas i zajmuje przestrzeń, która do nas należy. Uważam, że to niesprawiedliwe. Teściowa poszła jeszcze krok dalej i nawet w rachunkach nie uczestniczy.
Jednak najbardziej wyprowadza mnie z równowagi to, że dodatkowo matka mojego męża uważa, że jej się wszystko od nas należy, a Darek jest jej prywatnym szoferem. Jak trzeba ją zawieźć do fryzjera albo na zakupy – leci do Darka. Jak przychodzi niedziela i chciałabym się w końcu wyspać (do pracy wstaję o 5 rano) – nie mogę, ponieważ punkt 6:30 teściowa puka do drzwi, budzi mnie, dziecko i męża i każe się zawieźć na mszę poranną, tę o 7, bo jest bez kazania i krócej.
Jakby nie mogła uszanować i poczekać, aż wstaniemy, i iść na późniejszą mszę, albo co drugi tydzień budzić Bartka na górnym piętrze. Mam już tego po uszy.
Darek mówi, żebym siedziała cicho, bo jesteśmy to mamie winni, ale ja jestem innego zdania. To była jej decyzja, żeby przepisać ten dom. Gdyby go nie przepisała, i tak musiałaby płacić rachunki. Gdybyśmy to my formalnie mieszkali u niej, to na nas spadłaby nasza część opłat. Ale to, że teraz formalnie ona mieszka u nas, nie sprawia, że do końca życia mamy być gotowi na każde jej skinienie. Sprawy brata nawet nie chcę poruszać, bo od razu mi żyłka pulsuje.
Czasem mam ochotę spakować walizki i wyprowadzić się z własnego domu. Ja nawet nie chcę czynszu od nich, tylko spokoju. Gdybyśmy wynajęli sobie mieszkanie, mielibyśmy luksus i trochę więcej siana w kieszeni, a oni zostaliby w tym domu i utrzymywali go, a tak wszystko spada na nas łącznie z rolą szofera.