“Mamusia ugotuje, a jak trzeba, to i łóżko pościeli i posprząta, no i zakupy też zrobi. Nie mam motywacji, żeby cokolwiek zmieniać, skoro wszystko mam w domu porobione. Jedyny problem jest, jak zapraszam koleżanki do pokoju. Gdy mama przekracza próg pokoju i przynosi herbatę oraz ciastka, żeby nam się lepiej rozmawiało, koleżanki się na mnie dziwnie patrzą”.
Mam 40 lat i nadal mieszkam z mamusią. Nikt mi nie ugotuje tak, jak ona
Tak się jakoś w moim życiu ułożyło, że mam 40 lat, ale nadal mieszkam z mamusią. Oczywiście nie planowałem tego, no ale tak wyszło. Większość ludzi wyprowadza się z domu rodzinnego, gdy idzie na studia. Ja tego nie zrobiłem, bo Uniwerek miałem w tym samym mieście, co dom rodzinny, więc nie było sensu się wyprowadzać i płacić hajsu na wynajem mieszkania. No, a później, przyznam szczerze, troszkę się zasiedziałem.
Wiem, co sobie pomyślicie — facet 40 lat i nadal mieszka z mamą. A no tak, ale powiem więcej, jestem z tego faktu bardzo zadowolony. Nikt się tak o mnie nie zatroszczy jak moja własna mama. No i przede wszystkim nikt mi tak nie ugotuje jak mamusia.
Zawsze kiedy wracam z pracy, w domu czeka już na mnie ciepły parujący obiad, a po całym mieszkaniu unoszą się cudowne zapachy. Mama doskonale wie, jak połechtać moje podniebienie i wie, co mi najlepiej smakuje. Zresztą z mamusią mamy już swoje kulinarne tradycje. W piątek zawsze serwuje mi przepyszne pierogi z kapustą i z grzybami, w niedzielę jest pora na kotleta schabowego z ziemniaczkami i mizerią, a we wtorki jest pora na rosół.
Czasami zastanawiam się, jakby to było mieszkać samemu. Jednak kiedy pomyślę, że musiałbym samodzielnie robić zakupy, sprzątać i — o zgrozo — gotować, zaraz mi przechodzą takie myśli. Jednak przede wszystkim nie widzę powodu, dla którego miałbym zmieniać coś, co działa perfekcyjnie.
Prawda jest taka, że moja mama uwielbia się o mnie troszczyć. Uwielbia chodzić na zakupy i zastanawiać się, co też mi dziś upichci. Czasem dzwoni do mnie do pracy i pyta, czy mam dziś ochotę na schab pieczony, czy może na pasztet, a mi już cieknie ślinka na samą myśl i od razu chce mi się wracać do domu.
Mama uwielbia też robić pranie. Skoro mieszkamy razem, to naturalne, że wrzuca do pralki też moje rzeczy. A później je prasuje, składa i chowa do półek. Nikt tak nie umie składać ubrań jak moja mamusia. Później mam wszystkie ubrania ładnie ułożone kolorami, dzięki czemu szybciej szykuję się do pracy.
Prawda jest taka, że to układ win-win. Mama ma moje towarzystwo i poczucie, że jest komuś potrzebna, a ja mam komfort i spokój.

Jedyny problem to, jak zapraszam koleżanki do pokoju
Oczywiście pozostaje ten drobny problem z koleżankami. Większość z nich, gdy zobaczy moją mamę przekraczającą próg pokoju z herbatą i ciastkami, mówi zdziwiona:
To ty naprawdę mieszkasz z mamą.
Ja wtedy próbuję obrócić całą sytuację w żart i przekonuję, że tak naprawdę wiodę luksusowe życie, bo mam osobistą sprzątaczkę i kucharkę, a o to w dzisiejszych czasach wcale nie tak łatwo.
Oczywiście w takich warunkach trudno jest mi stworzyć jakąś bliższą znajomość z dziewczyną, bo nie wiedzieć czemu, one w końcu zawsze przestają się do mnie odzywać. Po każdym takim koszu przychodzi mi przez głowę myśl, że teraz to już naprawdę muszę coś zmienić w swoim życiu. Jednak później przychodzi codzienność.
Z jednej strony jest mi troszkę wstyd, że mieszkam wciąż mamą, ale z drugiej strony bardzo ciężko jest mi zrezygnować z takiego wygodnego życia. No i nie mam motywacji, żeby cokolwiek zmieniać, skoro wszystko mam w domu porobione. Nie muszę nawet kiwnąć palcem, a mam wysprzątane mieszkanie i codziennie ugotowany i podany do stołu pyszny domowy obiad, za który w innych okolicznościach musiałbym słono zapłacić. No i mama też jest zadowolona.