“Niech moja historia będzie przestrogą. Dla wszystkich rodziców, nie tylko matek, które ślepo kochają swoje dzieci. Ja dałam mojemu jedynakowi wszystkie zgromadzone oszczędności, aby on mógł kupić sobie mieszkanie bez problemów na lata. Jednak mój syn nie tylko tego nie docenił, ale też przestał się do mnie odzywać, kiedy już się wprowadził do swojej nieruchomości. Zostałam sama, bez zaplecza na stare lata i bez jedynego dziecka, które obróciło się ode mnie, kiedy nie byłam mu już potrzebna”.
Mój syn marzył o własnym mieszkaniu
Mieszkaliśmy z mężem, a teraz ja sama w 50 metrach kwadratowych w mieszkaniu zakładowym w bloku z wielkiej płyty. Mamy jednego syna, Artura, który był naszym oczkiem w głowie. Wszystko chcieliśmy dla niego najlepsze. W końcu mój mąż zmarł, a syn się wyprowadził, później ożenił. Wynajmował mieszkanie z żoną w dużym mieście wojewódzkim.
Ze mną mieszkać nie chcieli, bo musieliby długo dojeżdżać do pracy. Rozumiałam ich, choć było mi przykro, bo chciałam na co dzień mieć kogoś przy sobie, do kogo buzię otworzyć. No ale rozumiałam młodych, że chcą mieszkać gdzieś, gdzie są perspektywy. Pocieszałam się, że przecież będę ich widywać.
No i faktycznie tak było, a przynajmniej na początku. Często przyjeżdżali, nawet 2 razy w tygodniu. Miałam nadzieję, że zawsze tak będzie. W pewnym momencie zaczęli przebąkiwać, że wynajem dużo kosztuje, że płacą na darmo, że lepiej spłacać kredyt za swoje. Jednak ich nie stać za bardzo na swoje mieszkanie, nawet z wkładem własnym mają problem.
Wtedy zdecydowałam się im pomóc.

Przekazałam wszystkie oszczędności
Postanowiłam im pomóc i przekazałam 120 tysięcy złotych, aby mogli mieć na wkład własny. Ci z radością je wzięli i dziękowali po stokroć. Jeszcze dopóki nie kupili tego mieszkania, to wszystko było w porządku. Dopiero później zaczęło się wszystko zmieniać. Nie przyjeżdżali już tak często, jak dzwoniłam, to syn mówił, że przez remont mieszkania i urządzanie mają mało czasu. Znosiłam to cierpliwie.
Kiedy już się przeprowadzili, to zamiast zaproszenia mnie do ich mieszkania, otrzymałam ciszę w słuchawce. Coraz rzadziej odbierali telefony, nie przyjeżdżali prawie wcale, zostałam sama. Mijały tygodnie, a ja stałam się samotna, opuszczona i biedna. Bo nie tylko straciłam pieniądze, które miały pomóc mi przeżyć jesień życia z godnością, ale też najbliższe mi osoby.