“Zaprosiłam kuzynkę z jej dziećmi na kawę do siebie. W trakcie spotkania jej 5-letnia córka poszła do łazienki i rozbiła słoiczek z moim kremem, który jest dużo warty i trudno dostępny. Powiedziałam o tym kuzynce w nadziei, że chociaż pokryje szkody z własnej kieszeni. Ona jednak nic sobie z tego nie robiła i zasugerowała mi, że ona jest gościem w mym domu, więc rola opieki nad najmłodszymi spoczywa na gospodarzu. Zatkało mnie”.
Nie wiem, co się dzieje z tym pokoleniem
Kiedy ja byłam dzieckiem i szłam gdzieś z rodzicami na imprezę, miałam przykazane, że mam być grzeczna, nie biegać i uważać, co się robi, a także nie ruszać cudzych rzeczy. Siedziałam przy rodzicach przez całe spotkanie albo bawiłam się pod ich okiem z innymi dziećmi. Jednak byłam pilnowana i wiedziałam, czego mi nie wolno.
Teraz już tak nie jest. Przekonałam się o tym boleśnie w zeszłym tygodniu, kiedy to zaprosiłam kuzynkę do siebie na kawę razem z jej dziećmi. Jej córka ma 5 lat, a syn 2,5 roku. O ile malec siedział w miarę grzecznie, to dziewczynka miała mnóstwo energii. W pewnym momencie poszła do łazienki.
Gdy usłyszałyśmy huk, podbiegłyśmy tam i gdy mała otworzyła drzwi, to zobaczyłyśmy, że jest umorusana w kremie, a na podłodze leży rozbite szkło z tego kremu i resztki kosmetyku. Dowiedziałyśmy się od niej, że była ciekawa, więc wyspindrała się na wysoko osadzoną półkę, aby go dosięgnąć.

Kuzynka ani myśli oddać mi kasy za krem
Umyłyśmy ją z niego i posprzątałam po bałaganie w międzyczasie mówiąc kuzynce, że ten krem jest bardzo drogi i zalecony przez dermatologa, gdyż mam problemy skórne. Miałam nadzieję, że ona odda mi za niego kasę. Jednak kuzynka w odpowiedzi odparła, że mogłam go schować, aby nie był w zasięgu dziecka. Przypomniałam jej więc, że mała musiała się mocno nagimnastykować, aby go dosięgnąć, a ona powinna pilnować swoje dziecko.
Wtedy mi powiedziała, że ona jest w gościach i nie będzie pilnować córki, gdyż to leży w gestii gospodarza. Zatkało mnie, nie wiedziałam, co jej powiedzieć, zwłaszcza że widziałam, że mówi poważnie. W końcu powiedziałam jej, że ta wizyta się trochę przedłużyła i powinna już iść. Poszła oburzona, że wywaliłam ją z domu.
