“Moi synowie nie wykazali się troską o starzejącego się ojca. Mieszkam i radzę sobie sam. Potrafię jeszcze wsiąść na swój zardzewiały rower i pojechać nim do sklepu po prowiant na cały tydzień. Obym jak najdłużej był sprawny. Kiedyś zostanie po mnie dom i spłachetek ziemi, ale żaden z moich dwóch synów tu nie zamieszka, bo tego domu nie dostaną”.
Jestem już starszym człowiekiem i nie mam od nikogo pomocy
Mam już 82 lata i naturalną koleją rzeczy jest, że nie będę żył wiecznie. Na razie czuję się jeszcze dobrze, choć mój kręgosłup i stawy z roku na rok dają się coraz bardziej we znaki. Zdrowie już nie to, co w młodości i w wieku dojrzałym. Myślę coraz częściej o tym, jak rozdysponować mój niewielki majątek.
Moja żona zmarła 7 lat temu i od tamtej pory mieszkam sam. Nie mam już siły na to, żeby w swoim starym domu robić jakieś remonty, wymieniać meble albo sprzęty. Ściany bieliłem ostatni raz pięć lat temu i to było dla mnie duże wyzwanie. Ręce bolały, a żadne z dzieci nie miało czasu, by mi pomóc.
Dość, że potrafię jeszcze wsiąść na swój zardzewiały rower i pojechać nim do sklepu po prowiant na cały tydzień. Chociaż się trochę rozruszam.

Moi synowie nie utrzymują kontaktu
Kiedyś syn przesyłał mi paczki z zagranicy, ale czasy się zmieniły i od kilku lat już nie ma tych tanich przesyłek, co kiedyś. A i Rafałka nie stać, bo musi dbać o swoją rodzinę.
Został na lodzie, bo poznał tam, na miejscu, kobietę, zakochał się, nawet ślub cywilny wzięli. Ale ona nie umiała udźwignąć ciężaru obowiązków wynikających z założenia rodziny i uciekła z pierwszym lepszym, a jemu zostawiła dwoje dzieci.
A mówiłem lata temu, żeby na tę Agatę uważał, ale Rafałek nie chciał mnie słuchać. Stanął po jej stronie, a do mnie przestał się odzywać. Nie chciał się pogodzić. Usunął mnie nawet z listy kontaktów. Musiałem jakoś się z tym pogodzić.
Drugi syn z kolei ma wiecznie pstro w głowie. Chyba wrodził się do mojego św.p. dziadka Władka, który w całym swoim życiu przepracował rok jako kamieniarz, a potem już turlał się z górki. Tyle że Władek potrafił się ustawić, a mój Antek jest dumny i obrażalski. Ma talent do trwonienia wszystkiego i nigdy nie ma dla mnie czasu.
Chcę, by dom wyburzono, gdy mnie zabraknie
Nie chciałem na starość zostać sam, ale tak wyszło. Mieszkam w takiej okolicy, że nie mam tu możliwości znaleźć kogoś, kto by się mną zaopiekował albo chociaż dotrzymał mi towarzystwa.
Na rodzinie się zawiodłem. Myślałem, że synowie bardziej przejmą się losem ojca, ale poza czubkiem własnego nosa niewiele widzą. Nie wiem, czy to my z żoną zawiedliśmy w wychowaniu, czy to dzisiejszy świat lansuje takie “ideały”. Sam jeden przeciw światu to ja sobie mogę pogadać co najwyżej.
Czasu wolnego mam dużo, więc przemyślałem wszystko sto razy i napisałem w końcu zarys testamentu. Chcę, by po moim odejściu mój dom został wyburzony. Sąsiad zza miedzy ma tego przypilnować. Nie oddam domu nikomu z rodziny, bo nikt na to nie zasłużył.
Poza tym mam nadzieję jeszcze te parę, paręnaście lat pożyć, a ten dom już teraz powoli się sypie. Ja niczego już nie będę remontował. Nie wiem, czy za 10 lat mój dom w ogóle nadawałby się do zamieszkania, ale nie dam synom szansy tego sprawdzić. Dostaną samą ziemię i nic więcej. Jak będą chcieli tu mieszkać, niech budują od zera.