“Beatka jest wziętą panią dietetyczką i nie chciałem, żeby rezygnowała ze swojej kariery. To ja po porodzie szybko poszedłem na tacierzyński i przez kolejne 4 lata złapałem bakcyla na wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem. To cieszy mnie w życiu bardziej niż programowanie, które robiłem przez lata. Życie rodzinne stało się moją pasją, ale koledzy śmieją się ze mnie, że jestem kurakiem domowym. I po co te szydercze docinki?”
Chciałem, aby żona się rozwijała
Jestem dumny mężem i ojcem dwójki wspaniałych dzieci. Moja żona, Beatka, jest niezwykle zdolną i cenioną dietetyczką. Od samego początku naszego związku wiedziałem, jak ważna jest dla niej jej praca i jak bardzo ją kocha.
Kiedy dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się dziecka, byliśmy przeszczęśliwi, ale również zastanawialiśmy się, jak pogodzić życie rodzinne z jej karierą zawodową.
Wiele osób w naszym otoczeniu sugerowało, że naturalnym wyborem będzie to, że to ja, jako mężczyzna, będę kontynuował pracę zawodową, a Beatka zostanie w domu z dzieckiem. Jednak dla naszej rodziny to nie byłby najlepszy scenariusz.
Dlaczego miała rezygnować ze swojej pasji i zawodowego spełnienia? Dlaczego miałbym to być tylko ja, kto podejmuje decyzje dotyczące naszego życia?

Nie jestem męski?
Kiedy po raz pierwszy zdecydowałem się wziąć urlop tacierzyński i poświęcić się opiece nad dziećmi oraz prowadzeniu domu, spotkałem się z różnymi reakcjami. Większość osób reagowała ze zrozumieniem i akceptacją, ale niektórzy moi koledzy nie mogli tego zrozumieć.
Dla nich byłem obiektem żartów i szyderstw.
A co, teraz będziesz piekł ciasta i prał skarpetki?
pytali ze śmiechem.
Inni z ironią komentowali, że stałem się “kurą domową” i że “mężczyzna powinien pracować, a nie zajmować się domem”.
Przez chwilę miałem kryzys…
Myślałem, że naprawdę nie jestem męski. Że zrobiłem błąd, podejmując taką decyzję, że zostałem w domu. Ale gdy patrzę na moje dzieci i szczęśliwą żonę… to jestem pewny, że to nie jest kwestia braku męskości, a odpowiedzialności. Za to, co się stworzyło. A ja stworzyłem coś wyjątkowego. Kochającą się rodzinę. I to jest najważniejsze.
A koledzy? No cóż, nasze relacje bardzo się popsuły. Trochę tego żałuję, ale cóż. Skoro dla nich najważniejsze jest, aby się pośmiać, to nie pozostaje mi nic innego jak odciąć się od nich i skupić nad tym, co najważniejsze.