“Przyjechaliśmy na obiad do teściowej bez zapowiedzi. Tak nas przywitała, że więcej nas nie zobaczy”

“Myślałam, że zrobimy jej miłą niespodziankę, bo tyle razy już mówiła, żeby ich odwiedzić, przyjechać na obiad. Wprawdzie prosiła, żeby ją uprzedzić, ale niespodzianki polegają na tym, że się przecież o nich wcześniej nie mówi. Spakowałam więc rodzinkę i wyruszyliśmy wcześnie rano, żeby dotrzeć do teściów akurat w porze obiadowej. Mamy do nich ponad 250 kilometrów. Spodziewałam się, że się ucieszą, ale teściowa tak nas przywitała, że moja noga więcej w jej domu nie postanie”.

Teściowa wielokrotnie nas zapraszała

Teściowa już od wielu tygodni wspominała, że moglibyśmy przyjechać do nich na cały weekend. Zjeść w niedzielę wspólny obiad, pójść razem do kościoła. Wykorzystać miło wspólny czas.

Jesteśmy z mężem bardzo zapracowani i często poświęcamy na tę pracę nawet weekendy, stąd też ciężko jest nam wygospodarować czas na taki wyjazd i zazwyczaj rozmawiamy z teściami przez internet, ale pomyślałam sobie, że w sumie raz możemy pojechać w niedzielę rano i wrócić sobie wieczorem. Przecież 250 kilometrów to nie 1000, także i dzieciaki bardzo by takiej trasy nie odczuły.

Teściowa prosiła, żeby ją uprzedzić

Kiedy moja teściowa tak nas zapraszała, zawsze mówiła, żeby ją uprzedzić przed przyjazdem. No ale ja uznałam, że skoro to ma być niespodzianka, to o uprzedzaniu nie ma mowy. No bo co to za niespodzianka wtedy?

Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy wcześnie rano. Dotarliśmy akurat na niedzielną mszę, więc pojechaliśmy prosto do kościoła.

Teściowa zauważyła nas już tam i wyglądała tak, jakby zobaczyła jakiegoś zmarłego. Nie widziałam na jej twarzy radości, raczej przerażenie.

teśćiowa z wałkiem w ręczniku na głowie

Nie przywitano nas miło

Kiedy skończyła się msza, dzieci od razu pobiegły do dziadków, żeby się przywitać. I o ile teść jeszcze się uśmiechnął, to teściowa miała naprawdę nietęgą minę.

Na dzień dobry usłyszałam tylko: “Ale co my będziemy jeść”? Jakby to było najważniejsze.

Ja jeszcze zabrałam ze sobą ciasto, a teściów chcieliśmy i tak zaprosić na obiad, właśnie po to, żeby nie trzeba było siedzieć w kuchni. Ale teściowa była wręcz obrażona i powiedziała, że woli ugrzać parówki i to zjeść na obiad, niż jechać do restauracji.

Miała do mnie żal, bo u nich na wsi wszystkie sklepy w niedzielę zamknięte i naprawdę źle się tam u niej czułam. Myślałam, że naprawdę się ucieszy. Zwłaszcza że ja nie oczekiwałam, nie wiadomo czego. Było mi przykro. I aktualnie jestem nastawiona na to, że moja noga już więcej tam nie postanie. A mąż? Niech robi, co chce. Ale beze mnie.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *